Następnego dnia Alaksanesa i Rathgurth wyruszyli do Ratusza, by odebrać swoją nagrodę. Mijając straże, udali się do biura, w którym urzędował burmistrz.
- Witam szanownego burmistrza, my po nagrodę. - Alaksanesa szarmancko sie ukłoniła i podeszła do biurka polityka. Rathgurth wolał postać z tyłu. W przeciwieństwie do dziewczyny nie miał "gadane" tak jak ona. Poza tym al była dobrą negocjatorką. Już po 10 minutach trzymał w ręku swoją dolę, a Alaksanesa flirtowała z jakimś młodym asystentem.
- Chodź, dziecko. Piwo samo się nie wypije.. - mruknął wojownik i zaczął ciągnąc wampirzycę za włosy, w stronę wyjścia.
- Au! Ile razy mam ci mówić, że moich włosów się nie dotyka?! - krzyknęła zdenerwowana Alaksanesa. Jej przyjaciel w odpowiedzi uśmiechnął się ironicznie i pogładził dość mocno włosy dziewczyny.
- Świnia.. - mruknęła i zaczęła poprawiać fryzurę.
- Coś mówiłaś? - w tym momencie mężczyzna popatrzył na nia groźnie. Lubił Alaksanesę, ale czasem była dość denerwująca. Wampirzyca się nie odezwała, jednak gdy jej przyjaciel się odwrócił pokazała mu język.
Gdy dotarli do ich ulubionej karczmy pod słodką nazwą "Wisielec na Jabłoni" Alaksanesa powiedziała:
- To tak... Wszystkie twoje kredyty na piwo pospłacałam więc wisisz mi 30 monet. Nie musisz wyciągać,odjęłam je w ratuszu.
- Kiedy?
- Kiedy ty patrzyłeś na tą recepcjonistkę.
- Miała nad wyraz kształtne pośladki!
- Taa... I nie tylko to. - mruknęła wampirzyca - Gadałam z Tariną i wytargowałam przecenę na 3 piwa. Jakby co to mów wszystko dla tej elfki.
- A ty gdzie się udajesz?
- Jak to gdzie? Wreszcie mam trochę kasy to muszę pokupować tam i tu.
Rathgurth zaśmiał się.
- A więc idź, idź tylko uważaj, żebyś nie przepłaciła.Dziewczyna uśmiechnęła się i teatralnie wywróciła oczami. Następnie pożegnała się i poszła w przeciwną stronę.
- Witam szanownego burmistrza, my po nagrodę. - Alaksanesa szarmancko sie ukłoniła i podeszła do biurka polityka. Rathgurth wolał postać z tyłu. W przeciwieństwie do dziewczyny nie miał "gadane" tak jak ona. Poza tym al była dobrą negocjatorką. Już po 10 minutach trzymał w ręku swoją dolę, a Alaksanesa flirtowała z jakimś młodym asystentem.
- Chodź, dziecko. Piwo samo się nie wypije.. - mruknął wojownik i zaczął ciągnąc wampirzycę za włosy, w stronę wyjścia.
- Au! Ile razy mam ci mówić, że moich włosów się nie dotyka?! - krzyknęła zdenerwowana Alaksanesa. Jej przyjaciel w odpowiedzi uśmiechnął się ironicznie i pogładził dość mocno włosy dziewczyny.
- Świnia.. - mruknęła i zaczęła poprawiać fryzurę.
- Coś mówiłaś? - w tym momencie mężczyzna popatrzył na nia groźnie. Lubił Alaksanesę, ale czasem była dość denerwująca. Wampirzyca się nie odezwała, jednak gdy jej przyjaciel się odwrócił pokazała mu język.
Gdy dotarli do ich ulubionej karczmy pod słodką nazwą "Wisielec na Jabłoni" Alaksanesa powiedziała:
- To tak... Wszystkie twoje kredyty na piwo pospłacałam więc wisisz mi 30 monet. Nie musisz wyciągać,odjęłam je w ratuszu.
- Kiedy?
- Kiedy ty patrzyłeś na tą recepcjonistkę.
- Miała nad wyraz kształtne pośladki!
- Taa... I nie tylko to. - mruknęła wampirzyca - Gadałam z Tariną i wytargowałam przecenę na 3 piwa. Jakby co to mów wszystko dla tej elfki.
- A ty gdzie się udajesz?
- Jak to gdzie? Wreszcie mam trochę kasy to muszę pokupować tam i tu.
Rathgurth zaśmiał się.
- A więc idź, idź tylko uważaj, żebyś nie przepłaciła.Dziewczyna uśmiechnęła się i teatralnie wywróciła oczami. Następnie pożegnała się i poszła w przeciwną stronę.
* * *
Następnego dnia dziewczyna zapukała do drzwi swego przyjaciela. Mężczyzna otworzył je dopiero po paru minutach. Z jego wyglądu Alaksanesa wywnioskowała, ze duchem jest jeszcze w karczmie. Był bledszy niż zwykle, a czerwone oczy spoglądały spod głębokich podków. Drzwi do sypialni były otwarte, więc dziewczyna spostrzegła roznegliżowaną sekretarkę, która spała w najlepsze (tak to ta sama sekretarka z Ratusza).
- Rathgurth! - krzyknęła z wyrzutem - jak mogłeś?! Jesteś obrzydliwy.
- I to mówi mi dziewczyna, która zaliczyła prawie całą armię królewską. - mruknął w odwecie.
- To było dawno i nieprawda! - wrzasnęła oburzona. Następnie weszła do mieszkania wojownika i zadomowiła w jego kuchni.
- Przecież wampiry bez zaproszenia nie mogą wejść. - poszedł za nią i zaczął się droczyć z dziewczyną, by ją trochę rozweselić.
- To taka sama prawda jak to, że nie zabiłeś Śmierci. - mruknęła urażona dziewczyna. Rathgurth westchnął. On tutaj przełamuje swoje zasady i próbuje być miłym, a ona tak mu odpłaca. Teraz on był urażony. W końcu Alaksanesa się odezwała:
- Przyszłam ci pokazać to. - gdy to powiedziała wyciągnęła czarną kuszę oraz kołczan złotych strzał.- Kupiłam to, ponieważ nie miałam jeszcze broni długodystansowej, a przyniosłam byś mi trochę o niej powiedział.
Rathgurth znał się dość dobrze na broni, a przynajmniej lepiej niż Alaksanesa, która wybierała najczęściej po wyglądzie i fałszywych radach rzemieślnika, który robi wszystko byle sprzedać.
- Hm...Mechanizm jest skonstruowany tak, że strzała leci idealnie w danym kierunku, a do tego z niewiarygodną szybkością. Ma wbudowany celownik z lupą, dzięki czemu możesz obrać za cel elfickiego wojownika, nie wychodząc spoza Ludzkiej Granicy - By lepiej wytłumaczyć wampirzycy cały mechanizm naciągnął strzałę.
- A co ten dynks robi? - Alaksanesa dotknęła palcem na spust. Spust był jednak bardzo czujny i sprawił, że strzała wbiła się w ramię wojownika.
- Jasny chuj! - krzyknęła zdenerwowana Alaksanesa - Wybacz mi, proszę. To było niechcący.
- Zabije cię później. Teraz bądź tak miła i mi pomóż! - syknął wkurzony mężczyzna.
Cała a sytuacja wyglądała śmiesznie. Mężczyzna zaciskał zęby i próbował wyjąć sobie strzałę, wampirzyca latała z kąta w kąt szukając bandaży i innym rzeczy, a na dodatek w sypiali leżała naga kobieta. W końcu Rathgurth wyjął sobie strzałę, a wampirzyca ogarnęła się. W każdym razie tak, ze nie latała jak oparzona. Teraz miała kolejny kłopot, a mianowicie z rany jej przyjaciela dość sowicie spływała krew. Alaksanesa wzięła głęboki oddech, jednak jej ciało domagało się krwi. Dopiero Rathgurth przemówił jej do rozsądku:
- Tylko spróbuj, a pożałujesz!
Dziewczyna westchnęła tęsknie:
- Wybacz, ale t wygląda tak, tak..pięknie.
- Pojebało cię?
- Nigdy nie zrozumiesz - dziewczyna pociągnęła nosem i zaczęła opatrywać ranę przyjaciela. Gdy skonczyła powiedziała:
- Widzisz? Nie było tak źle.
Wojownik nie skomentował. Obserwował jak jego przyjaciółka związuje bandaż. Następnie powiedział:
- Chodźmy do lasu. Tam zranisz jedynie zwierzę.
- Nie boisz się, że cię zranię w drugą rękę?
- Na wszelki wypadek biorę bandaż. - Oboje się uśmiechnęli. W tym samym czasie kobieta, która spała na łóżku doprowadziła się do porządku i cichaczem wyszła.
- Rathgurth! - krzyknęła z wyrzutem - jak mogłeś?! Jesteś obrzydliwy.
- I to mówi mi dziewczyna, która zaliczyła prawie całą armię królewską. - mruknął w odwecie.
- To było dawno i nieprawda! - wrzasnęła oburzona. Następnie weszła do mieszkania wojownika i zadomowiła w jego kuchni.
- Przecież wampiry bez zaproszenia nie mogą wejść. - poszedł za nią i zaczął się droczyć z dziewczyną, by ją trochę rozweselić.
- To taka sama prawda jak to, że nie zabiłeś Śmierci. - mruknęła urażona dziewczyna. Rathgurth westchnął. On tutaj przełamuje swoje zasady i próbuje być miłym, a ona tak mu odpłaca. Teraz on był urażony. W końcu Alaksanesa się odezwała:
- Przyszłam ci pokazać to. - gdy to powiedziała wyciągnęła czarną kuszę oraz kołczan złotych strzał.- Kupiłam to, ponieważ nie miałam jeszcze broni długodystansowej, a przyniosłam byś mi trochę o niej powiedział.
Rathgurth znał się dość dobrze na broni, a przynajmniej lepiej niż Alaksanesa, która wybierała najczęściej po wyglądzie i fałszywych radach rzemieślnika, który robi wszystko byle sprzedać.
- Hm...Mechanizm jest skonstruowany tak, że strzała leci idealnie w danym kierunku, a do tego z niewiarygodną szybkością. Ma wbudowany celownik z lupą, dzięki czemu możesz obrać za cel elfickiego wojownika, nie wychodząc spoza Ludzkiej Granicy - By lepiej wytłumaczyć wampirzycy cały mechanizm naciągnął strzałę.
- A co ten dynks robi? - Alaksanesa dotknęła palcem na spust. Spust był jednak bardzo czujny i sprawił, że strzała wbiła się w ramię wojownika.
- Jasny chuj! - krzyknęła zdenerwowana Alaksanesa - Wybacz mi, proszę. To było niechcący.
- Zabije cię później. Teraz bądź tak miła i mi pomóż! - syknął wkurzony mężczyzna.
Cała a sytuacja wyglądała śmiesznie. Mężczyzna zaciskał zęby i próbował wyjąć sobie strzałę, wampirzyca latała z kąta w kąt szukając bandaży i innym rzeczy, a na dodatek w sypiali leżała naga kobieta. W końcu Rathgurth wyjął sobie strzałę, a wampirzyca ogarnęła się. W każdym razie tak, ze nie latała jak oparzona. Teraz miała kolejny kłopot, a mianowicie z rany jej przyjaciela dość sowicie spływała krew. Alaksanesa wzięła głęboki oddech, jednak jej ciało domagało się krwi. Dopiero Rathgurth przemówił jej do rozsądku:
- Tylko spróbuj, a pożałujesz!
Dziewczyna westchnęła tęsknie:
- Wybacz, ale t wygląda tak, tak..pięknie.
- Pojebało cię?
- Nigdy nie zrozumiesz - dziewczyna pociągnęła nosem i zaczęła opatrywać ranę przyjaciela. Gdy skonczyła powiedziała:
- Widzisz? Nie było tak źle.
Wojownik nie skomentował. Obserwował jak jego przyjaciółka związuje bandaż. Następnie powiedział:
- Chodźmy do lasu. Tam zranisz jedynie zwierzę.
- Nie boisz się, że cię zranię w drugą rękę?
- Na wszelki wypadek biorę bandaż. - Oboje się uśmiechnęli. W tym samym czasie kobieta, która spała na łóżku doprowadziła się do porządku i cichaczem wyszła.
* * *
Gdy dotarli do lasu weszli na małą polankę i zaczęli strzelać z kuszy. Na początku to oczywiście Rathgurth zaczął. Jednak, po paru strzałach Alaksanesa ubłagała mężczyznę i pozwolił jej strzelić.
- Tylko uważaj żebyś znowu kogoś nie zraniła. - zaśmiał się.Jednak na wszelki wypadek pomógł dziewczynie ustawić kuszę i przytrzymać.
- A ten przycisk uruchamia strzałę, jasne?
- Rathgurth! Nie jestem dzieckiem, więc nie traktuj mnie tak!
- Fakt, nie jesteś, lecz czasem się zachowujesz jakbyś była.
- Choć raz daj mi święty spokój! Jestem jaka jestem! - W tym momencie Alaksanesa upuściła kuszę, a strzała, która w niej była została wypuszczona i odleciała w niewiadomym kierunku. Po chwili cisze lasu rozdarł głośny krzyk. Oboje w tym samym czasie pobiegli do źródła wydawanego krzyku.Gdy dotarli spostrzegli księżniczkę, która w miała wbitą strzałę w środek klatki piersiowej. Rathgurth zaśmiał się złowieszczo i zaczął bić brawo.
- Zajebiście. Po prostu zajebiście. To jest twój najlepszy numer. Nic tylko się śmiać.
Alaksanesa w tym momencie wyglądała jakby miała się rozpłakać. Przełknęła jednak wielką grudę nienawiści i powiedziała:
- Gdybyś był moim PRZYJACIELEM pomógłbyś mi, ba nawet byś wziął połowę winy na siebie.
Rathgurth podszedł do zdruzgotanej dziewczyny.
- Oj już, dobrze, dobrze. Tak tylko się droczyłem. Pomóc ci? Władasz ciemnością. Może byś z tym coś zrobiła?
Alaksanesa podeszła do ciała. Następnie na swoją dłoń posypała trupi jad oraz trujący bluszcz. Całość wymieszała i posypała na ranę. W całym procesie szeptała słowa, które dość trudno było zrozumieć, ponieważ były wypowiadane dość szybko. Po chwili księżniczka wstała. Nie była jednak tą samą osobą. Była zombie.
- Mówiąc ożywić mam na myśli "zmartwychwstanie". A więc: Alaksaneso, czy mogłabyś ożywić tą księżniczkę? - mruknął wojownik, który rozłożył się na kłodzie i oglądał wysiłki dziewczyny.
- Idź i zabij mi jakiegoś królika! - krzyknęła zdenerwowana dziewczyna.
- Ale po co?
- Bo jest mi potrzebny! - dziewczyna już nie wyglądała tak jak przedtem. Jej oczy jarzyły się czerwienią, a włosy stały się płowe i rozczochrane. Zawsze taka była, gdy uszczknęła choć trochę swej ciemnej mocy. Rathgurth wiedział, że wtedy lepiej nie zadzierać z dziewczyną, ponieważ moze być nieprzewidywalna. Po chwili wrócił, trzymając swoja zdobycz za uszy.
- Masz - Rathgurth rzucił królika dla Alaksanesy. Ta przyłożyła swoje usta do pyszczka królika, a następnie do ust kobiety.
- Nie wiedziałem, ze lubisz dziewczyny... - mruknął lekko rozbawiony.
- Wpuszczam duszę królika do księżniczki. - mruknęła dziewczyna. Po chwili znowu wypowiedziała parę słów. Po paru minutach kobieta otworzyła oczy i zachowywała się normalnie, jednak było to normalne jak na królika. Alaksanesa upadła na ziemie.
- Mamy przesrane.
- Nie, jeżeli wszystko zwalimy na elfy.
- Ale ich sytuacja polityczna i tak jest napięta. To mogło by wywołać wojnę!
- Zaraz strażnicy wywołają nam wojnę, ponieważ nadchodzą!
Rathgurth pomógł schować się Alaksanesie, zaś sam ukrył się pod peleryną Śmierci, która daje także niewidzialność. Następnie odprowadził dziewczynę do domu i siedział tam tak długo aż nie zasnął.
- Tylko uważaj żebyś znowu kogoś nie zraniła. - zaśmiał się.Jednak na wszelki wypadek pomógł dziewczynie ustawić kuszę i przytrzymać.
- A ten przycisk uruchamia strzałę, jasne?
- Rathgurth! Nie jestem dzieckiem, więc nie traktuj mnie tak!
- Fakt, nie jesteś, lecz czasem się zachowujesz jakbyś była.
- Choć raz daj mi święty spokój! Jestem jaka jestem! - W tym momencie Alaksanesa upuściła kuszę, a strzała, która w niej była została wypuszczona i odleciała w niewiadomym kierunku. Po chwili cisze lasu rozdarł głośny krzyk. Oboje w tym samym czasie pobiegli do źródła wydawanego krzyku.Gdy dotarli spostrzegli księżniczkę, która w miała wbitą strzałę w środek klatki piersiowej. Rathgurth zaśmiał się złowieszczo i zaczął bić brawo.
- Zajebiście. Po prostu zajebiście. To jest twój najlepszy numer. Nic tylko się śmiać.
Alaksanesa w tym momencie wyglądała jakby miała się rozpłakać. Przełknęła jednak wielką grudę nienawiści i powiedziała:
- Gdybyś był moim PRZYJACIELEM pomógłbyś mi, ba nawet byś wziął połowę winy na siebie.
Rathgurth podszedł do zdruzgotanej dziewczyny.
- Oj już, dobrze, dobrze. Tak tylko się droczyłem. Pomóc ci? Władasz ciemnością. Może byś z tym coś zrobiła?
Alaksanesa podeszła do ciała. Następnie na swoją dłoń posypała trupi jad oraz trujący bluszcz. Całość wymieszała i posypała na ranę. W całym procesie szeptała słowa, które dość trudno było zrozumieć, ponieważ były wypowiadane dość szybko. Po chwili księżniczka wstała. Nie była jednak tą samą osobą. Była zombie.
- Mówiąc ożywić mam na myśli "zmartwychwstanie". A więc: Alaksaneso, czy mogłabyś ożywić tą księżniczkę? - mruknął wojownik, który rozłożył się na kłodzie i oglądał wysiłki dziewczyny.
- Idź i zabij mi jakiegoś królika! - krzyknęła zdenerwowana dziewczyna.
- Ale po co?
- Bo jest mi potrzebny! - dziewczyna już nie wyglądała tak jak przedtem. Jej oczy jarzyły się czerwienią, a włosy stały się płowe i rozczochrane. Zawsze taka była, gdy uszczknęła choć trochę swej ciemnej mocy. Rathgurth wiedział, że wtedy lepiej nie zadzierać z dziewczyną, ponieważ moze być nieprzewidywalna. Po chwili wrócił, trzymając swoja zdobycz za uszy.
- Masz - Rathgurth rzucił królika dla Alaksanesy. Ta przyłożyła swoje usta do pyszczka królika, a następnie do ust kobiety.
- Nie wiedziałem, ze lubisz dziewczyny... - mruknął lekko rozbawiony.
- Wpuszczam duszę królika do księżniczki. - mruknęła dziewczyna. Po chwili znowu wypowiedziała parę słów. Po paru minutach kobieta otworzyła oczy i zachowywała się normalnie, jednak było to normalne jak na królika. Alaksanesa upadła na ziemie.
- Mamy przesrane.
- Nie, jeżeli wszystko zwalimy na elfy.
- Ale ich sytuacja polityczna i tak jest napięta. To mogło by wywołać wojnę!
- Zaraz strażnicy wywołają nam wojnę, ponieważ nadchodzą!
Rathgurth pomógł schować się Alaksanesie, zaś sam ukrył się pod peleryną Śmierci, która daje także niewidzialność. Następnie odprowadził dziewczynę do domu i siedział tam tak długo aż nie zasnął.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz