Ciemne chmury spowiły Korhan, bowiem w karczmie "Wisielec na jabłoni" spotkali się dwaj mocarni bohaterowie. Ich spotkanie mocno
wpłynęło na historię, ponieważ ten duet rozpętał wojnę między elfami, ludźmi
oraz 4 jeźdźcami apokalipsy.
Zdarzyło się to w roku urodzajów. Wielu rolników świętowało to, pijąc bursztynowe piwo elfki Tariny. Jeszcze inni z zapartym tchem wsłuchiwali się w opowieść pewnej wampirzycy. Dziewczyna wyglądała na około 19 lat. Miała kremowe włosy z delikatnymi, niebieskimi pasemkami. Włosy wyglądały jak delikatna mgiełka. Miała na sobie stare znoszone ubrania w kolorze czerni, ale najbardziej rzucał się w oczy jej czarny prochowiec. Z wielkim przejęciem opowiadała jak stoczyła bój z hydrą. Gdy skończyła, napiła się piwa, z dodatkiem krwi, i zaczęła wdawać się w kłótnię z pewnym palladynem. O mało co, by nie doszło do rękoczynów, gdyby gdyby nie nowy przybysz. Gdy wszedł wszystko zamilkło. Przybysz podszedł do Tariny i zamówił piwo. Następnie podszedł do wampirzycy:
- Al, uspokój się. Ten pallady nie jest tego wart. - dziewczyna posłała zawistne spojrzenie dla swego przeciwnika i pobiegła za swym przyjacielem.
- Ten szczur uważa, że nie pokonałam hydry! - krzyknęła, próbując dotrzeć do stolika, w którym zadomowił się mężczyzna. Karczma starała się ignorować go więc zachowywała się jak nigdy.
Gdy przyjaciel Al usłyszał o hydrze, spojrzał na dziwnie na wampirzycę i powiedział:
- A zabiłaś?
- Rathgurth! - krzyknęła wściekła dziewczyna. Usiadła naprzeciwko niego i skrzyżowała ręce na piersi - Obrażam się.
- Zaraz przestaniesz jak ci powiem nowinę - mruknął Rathgurth. Alaksanesa udawała, że tego nie słyszała. Zdradził ja tylko dzióbek, który zawsze robi gdy jest ciekawa, lub intensywnie nad czymś myśli. By to zamaskować napiła się z kufla przyjaciela. Rathgurth kontynuował:
- Burmistrz Korhan prosi byśmy rozprawili się z pobliską wilkołaczą watahą, która terroryzuje pobliskie wioski.
Al o mało co by nie wypluła piwa.
- Co ty gadasz?! Może jeszcze powiesz, że nam zapłaci?!
- A i owszem. 1000 sztuk złota na głowę - Rathgurth delektował się podnieceniem Alaksanesy.
- 1000 sztuk złota? Można by za to kupić 1000 piw! Albo całkiem dobry prochowiec ze skóry smoka.. - Dziewczyna zaczęła wyliczać wszystkie możliwe opcje do kupienia - Wreszcie będziemy żyli jak prawdziwa szlachta!
- A nie jesteśmy nią? - uśmiechnął się mężczyzna. Wampirzyca się zaśmiała.
Resztę wieczoru spędzili pijąc różne trunki i żywiołowo konwersując. Gdy zapadła głęboka noc odprowadzili się wzajemnie do domów i omówili strategie dot. zaatakowania wilkołaczej watahy.
Zdarzyło się to w roku urodzajów. Wielu rolników świętowało to, pijąc bursztynowe piwo elfki Tariny. Jeszcze inni z zapartym tchem wsłuchiwali się w opowieść pewnej wampirzycy. Dziewczyna wyglądała na około 19 lat. Miała kremowe włosy z delikatnymi, niebieskimi pasemkami. Włosy wyglądały jak delikatna mgiełka. Miała na sobie stare znoszone ubrania w kolorze czerni, ale najbardziej rzucał się w oczy jej czarny prochowiec. Z wielkim przejęciem opowiadała jak stoczyła bój z hydrą. Gdy skończyła, napiła się piwa, z dodatkiem krwi, i zaczęła wdawać się w kłótnię z pewnym palladynem. O mało co, by nie doszło do rękoczynów, gdyby gdyby nie nowy przybysz. Gdy wszedł wszystko zamilkło. Przybysz podszedł do Tariny i zamówił piwo. Następnie podszedł do wampirzycy:
- Al, uspokój się. Ten pallady nie jest tego wart. - dziewczyna posłała zawistne spojrzenie dla swego przeciwnika i pobiegła za swym przyjacielem.
- Ten szczur uważa, że nie pokonałam hydry! - krzyknęła, próbując dotrzeć do stolika, w którym zadomowił się mężczyzna. Karczma starała się ignorować go więc zachowywała się jak nigdy.
Gdy przyjaciel Al usłyszał o hydrze, spojrzał na dziwnie na wampirzycę i powiedział:
- A zabiłaś?
- Rathgurth! - krzyknęła wściekła dziewczyna. Usiadła naprzeciwko niego i skrzyżowała ręce na piersi - Obrażam się.
- Zaraz przestaniesz jak ci powiem nowinę - mruknął Rathgurth. Alaksanesa udawała, że tego nie słyszała. Zdradził ja tylko dzióbek, który zawsze robi gdy jest ciekawa, lub intensywnie nad czymś myśli. By to zamaskować napiła się z kufla przyjaciela. Rathgurth kontynuował:
- Burmistrz Korhan prosi byśmy rozprawili się z pobliską wilkołaczą watahą, która terroryzuje pobliskie wioski.
Al o mało co by nie wypluła piwa.
- Co ty gadasz?! Może jeszcze powiesz, że nam zapłaci?!
- A i owszem. 1000 sztuk złota na głowę - Rathgurth delektował się podnieceniem Alaksanesy.
- 1000 sztuk złota? Można by za to kupić 1000 piw! Albo całkiem dobry prochowiec ze skóry smoka.. - Dziewczyna zaczęła wyliczać wszystkie możliwe opcje do kupienia - Wreszcie będziemy żyli jak prawdziwa szlachta!
- A nie jesteśmy nią? - uśmiechnął się mężczyzna. Wampirzyca się zaśmiała.
Resztę wieczoru spędzili pijąc różne trunki i żywiołowo konwersując. Gdy zapadła głęboka noc odprowadzili się wzajemnie do domów i omówili strategie dot. zaatakowania wilkołaczej watahy.
* * *
Następnego dnia spotkali się przed bramą wjazdową do miasta i
udali się do pobliskiego lasu o nazwie Duirtaur gdzie swe schronienie miała
wataha wilkołaków. Był to wielki dom zawieszony wysoko w koronach drzew.
Bohaterowie wspięli się na sam szczyt i z stamtąd mieli wejść do nory
wilkołaków.
- Dobra, robimy tak jak się umawialiśmy – Powiedział wojownik
- Tak jest, wchodzimy przez okno w dachu, niezauważeni
prześlizgujemy się do pokoju ich przywódcy, zabijamy go i wysadzamy całą resztę domu w perzynę, tak?
- Dokładnie – odpowiedział z lekkim uśmiechem na twarzy.
Podeszli do okna a Alaksanesa podważyła je nożem. Gdy weszli do
środka ku ich zdziwieniu okazało się że dom jest całkowicie pusty. Zeszli na
podłogę i powoli przeszukiwali każde z pomieszczeń lecz nigdzie nie znaleźli
ani żywej duszy.
- Czemu tu nikogo nie ma?! – Wykrzyknęła ze złością wampirzyca.
- Sam chciałbym to wiedzieć – Odparł ponuro Rathgurth – coś tu
jest nie tak ale nie mogę wyczuć co to takiego.
Nagle za oknem usłyszeli trzask jakby ktoś uderzył o siebie dwa
kamienie i nagle zauważyli jak przez okno wślizguje się płomień który znajdował
się na loncie.
- To pułapka ! – Wykrzyknęli oboje i z wielkim pędem wyskoczyli
przez okno na zewnątrz lądując dość twardo na ziemi.
Po chwili ładunek wybuchowy umieszczony w domu eksplodował i cały
dom rozniosło po okolicy.
- Ech… mało brakowało – Z trudem wydusiła Alaksanesa
- Owszem mało brakowało. – Powiedział przywódca watahy wilkołaków
stojący tuż za nimi – ale teraz nie będziemy się tak cackać. Brać ich !!
Na rozkaz sześć wilkołaków rzuciło się w stronę bohaterów.
Wampirzyca szybko i energicznie uderzyła otwartymi dłońmi w ziemie i nagle
przed nimi wyrosła ściana zrobiona z jej kości.
- Spróbuj ich przez chwilę powstrzymać a ja odciągnę paru i
rozprawie się z nimi. – powiedział Rathgurth
Po tych słowach wojownik pobiegł w las a za nim podążyły trzy
wilkołaki. Gdy dobiegli na pobliską polanę wojownikowi udało się sparaliżować
jednego z nich zaklęciem elektryczności, następnie dobył swego miecza, położył
na nim rękę wyszeptał parę słów w starym języku elfów i po chwili broń stanęła
w płomieniach. Drugi z wilkołaków rzucił się na niego, a ten bez wahania,
jednym szybkim ruchem wbił swój miecz prosto w serce swego przeciwnika. Bestia
padła na ziemię bez życia. Kolejny wilkołak widząc śmierć swego pobratymca
wpadł w wielką furię i także rzucił się na Rathgurtha. Udało mu się parę razy
uderzyć wojownika i zadać kilka dość poważnych ran, po czym wybił mu z ręki jego
miecz i odrzucił wojownika w tył jednym potężnym uderzeniem. Rathgurth z trudem
podniósł się po tym uderzeniu i przywołał do siebie kosę Śmierci.
- No dawaj, choć do mnie – powiedział spokojnym, opanowanym tonem
– moja kosa z chęcią posili się świeżą duszą.
- Nie boję się ciebie i tych twoich marnych sztuczek oraz tych
metalowych zabawek – odburkną wilkołak i popędził w stronę Rathgurtha.
Wojownik stał niewzruszony w postawie bojowej podczas gdy bestia
pędziła w jego stronę. Gdy do niego dobiegła zgrabnie unikną jej ciosu i wbił
kosę w sam czubek głowy wilkołaka. Stwór zawył z bólu, Rathgurth wyją kosę i
szybko oraz bez trudu skrócił bestie o głowę jakby przecinał masło. Gdy tylko
wielkie cielsko opadło na ziemie z jego wnętrza wydobyła się mała, podłużna, zielona
dusza, która powędrowała wprost do kosy i znikła wchłonięta przez nią. Trzeci
potwór już stał na nogach i był gotowy do walki, bohater wbił kosę w ziemie i
staną w pozycji bojowej z cofniętymi obiema rękoma do boku tak, że jedna dłoń
była ułożona do góry, a druga, która była nad nią, do dołu. Wilkołak wydał z
siebie potworny ryk i z wściekłością pędził w stronę wojownika, który stał
naprzeciw niego niewzruszony, pomiędzy dłońmi zaczęła mu się tworzyć mały
płomień, który ciągle narastał. Gdy bestia była już prawie na wyciągnięcie
ręki, Rathgurth szybkim i energicznym ruchem wyprostował obie ręce przed
siebie, a z dłoni buchną wielki słup ognia, który przepalił wilkołaka na wylot.
Wyprostował się i bez najmniejszych emocji na twarzy wyciągną kosę z ziemi,
która po chwili rozpłynęła się w powietrzu, potem podszedł po swój miecz, który
nadal był cały w płomieniach. Zdjął z niego zaklęcie i wsuną go powrotem do
pochwy.
- Do chuja z taką robotą. – rzekł ostatni raz patrząc na pole
bitwy, po czym szybkim krokiem podążył z powrotem do swej towarzyszki by pomóc
jej w walce.
W czasie gdy Rathgurth walczył z wilkołakami na polanie, Alksanesa
także się nie obijała. Gdy tylko wojownik znikną jej z pola widzenia usunęła ze
swojej drogi kostną tarcze i ze wściekłością w oczach zaatakowała swoich
przeciwników. Jeden z wilkołaków bardzo dobrze unikał jej ciosów i po chwili
chwycił ją i rzucił o pobliskie drzewo. Nie był to mocny rzut więc wampirzyca
szybko wstała i wskoczyła na drzewo skąd miała idealne miejsce do rzutu swoimi
nożami. Jedna z bestii popędziła w jej stronę ale nie zdążyła nawet dobiec do
drzewa i już leżała martwa na ziemi z sześcioma nożami wbitymi w brzuch.
Kolejne dwa wilkołaki także wskoczyły na drzewo i razem zrzuciły Alksanese na
ziemie. Gdy tylko jeden z nich wylądował za nią użyła wobec niego swojej
najsilniejszej broni czyli magii krwi, dzięki czemu w okamgnieniu kierowała
stworem jak marionetką atakując trzeciego wilkołaka. Tak zawzięcie napastowała
trzecią bestie, że nie miała ona innego wyboru jak zabić swego pobratymca.
Ostatni potwór wpadł w taki szał, że nie patrząc nawet gdzie biegnie, szarżował
przed siebie wymachując pazurami. Wielokrotnie zranił wampirzyce lecz w końcu
udało się jej go zblokować i zadać ostateczny cios wbijając mu swoją maczetę
prosto w serce. Ledwie zdążyła schować broń do pochwy gdy poczuła bardzo silne
uderzenie w plecy i poleciała parę metrów do przodu.
- Myślisz że jesteś taka silna używając nas jak marionetek byśmy
zabijali swoich pobratymców ?! – Krzykną przywódca wilkołaków nie przestawiając
uderzać oraz ranić pazurami Alksanesy – A może spróbujesz zmierzyć się z kimś
silniejszym, z kimś kogo nie omamisz swoimi sztuczkami ?!
Po wypowiedzeniu ostatniego słowa uderzył ją tak mocna, że padła
bez sił na ziemie. Wilkołak staną nad nią, chwycił jej głowę aby zadać
decydujący cios gdy nagle w powietrzu rozległ się przeraźliwy ryk smoka.
- A może to ty staniesz do walki z kimś silniejszym od siebie –
Rzekł Rathgurth stojąc za wielkim kościanym smokiem, którego wywołał z drugiej
katany.
- Myślisz że ten zwierzaczek może mi coś zrobić ?! – odwarkną
przywódca wilkołaków puszczając głowę wampirzycy.
- Myślę, że to ty jebany zwierzaczku nie zrobisz nawet kroku –
odpowiedział wojownik
Zanim wilkołak zdążył się ruszyć Rathgurth wypowiedział parę słów
w starożytnym smoczym języku, a smok rzucił się w stronę bestii uderzając ją
parę razy skrzydłem oraz pazurami, aż końcu pochwycił go lecz nie rozszarpał
potwora a czekał na rozkaz swego pana.
- I co my teraz z tobą zrobimy cwaniaczku, hmmm… ? – Powiedział
wojownik – Alksanesa może ty masz jakieś propozycje co można zrobić z tym
cieniasem?
- Rozszarp pojeba na strzępy ! – warknęła z trudem wampirzyca
- Masz pecha – Powiedział Rathgurth z lekkim uśmiechem na ustach.
Znowu powiedział coś w smoczym języku, a smok bez zwlekania
rozszarpał wilkołaka na pół. Po tym wojownik kazał smokowi wracać do miecza i
schował katanę do pochwy na plecach gdzie nosił obie bronie.
- Nic ci nie jest Al. ? – zapytał pomagając wampirzycy wstać
- Mam parę zadrapań ale ogólnie nic mi nie jest – odpowiedziała
Gdy wrócili do miasta Rathgurth odprowadził Alksanese do jej domu
po czym zachodząc jeszcze do karczmy i wypijając dwa kufle zimnego piwa sam
powrócił do swojego domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz