Strony

poniedziałek, 7 maja 2012

Rozdział I - Domek na drzewie

Ciemne chmury spowiły Korhan, bowiem w karczmie "Wisielec na jabłoni" spotkali się dwaj mocarni bohaterowie. Ich spotkanie mocno wpłynęło na historię, ponieważ ten duet rozpętał wojnę między elfami, ludźmi oraz 4 jeźdźcami apokalipsy.

Zdarzyło się to w roku urodzajów. Wielu rolników świętowało to, pijąc bursztynowe piwo elfki Tariny. Jeszcze inni z zapartym tchem wsłuchiwali się w opowieść pewnej wampirzycy. Dziewczyna wyglądała na około 19 lat. Miała kremowe włosy z delikatnymi, niebieskimi pasemkami. Włosy wyglądały jak delikatna mgiełka. Miała na sobie stare znoszone ubrania w kolorze czerni, ale najbardziej rzucał się w oczy jej czarny prochowiec. Z wielkim przejęciem opowiadała jak stoczyła bój z hydrą. Gdy skończyła, napiła się piwa, z dodatkiem krwi, i zaczęła wdawać się w kłótnię z pewnym palladynem. O mało co, by nie doszło do rękoczynów, gdyby gdyby nie nowy przybysz. Gdy wszedł wszystko zamilkło. Przybysz podszedł do Tariny i zamówił piwo. Następnie podszedł do wampirzycy:
- Al, uspokój się. Ten pallady nie jest tego wart. - dziewczyna posłała zawistne spojrzenie dla swego przeciwnika i pobiegła za swym przyjacielem.
- Ten szczur uważa, że nie pokonałam hydry! - krzyknęła, próbując dotrzeć do stolika, w którym zadomowił się mężczyzna. Karczma starała się ignorować go więc zachowywała się jak nigdy.
Gdy przyjaciel Al usłyszał o hydrze, spojrzał na dziwnie na wampirzycę i powiedział:
- A zabiłaś?
- Rathgurth! - krzyknęła wściekła dziewczyna. Usiadła naprzeciwko niego i skrzyżowała ręce na piersi - Obrażam się.
- Zaraz przestaniesz jak ci powiem nowinę - mruknął Rathgurth. Alaksanesa udawała, że tego nie słyszała. Zdradził ja tylko dzióbek, który zawsze robi gdy jest ciekawa, lub intensywnie nad czymś myśli. By to zamaskować napiła się z kufla przyjaciela. Rathgurth kontynuował:
- Burmistrz Korhan prosi byśmy rozprawili się z pobliską wilkołaczą watahą, która terroryzuje pobliskie wioski.
Al o mało co by nie wypluła piwa.
- Co ty gadasz?! Może jeszcze powiesz, że nam zapłaci?!
- A i owszem.  1000 sztuk złota na głowę - Rathgurth delektował się podnieceniem Alaksanesy.
- 1000 sztuk złota? Można by za to kupić 1000 piw! Albo całkiem dobry prochowiec ze skóry smoka.. - Dziewczyna zaczęła wyliczać wszystkie możliwe opcje do kupienia - Wreszcie będziemy żyli jak prawdziwa szlachta!
- A nie jesteśmy nią? - uśmiechnął się mężczyzna. Wampirzyca się zaśmiała.

Resztę wieczoru spędzili pijąc różne trunki i żywiołowo konwersując. Gdy zapadła głęboka noc odprowadzili się wzajemnie do domów i omówili strategie dot. zaatakowania wilkołaczej watahy.

*   *   *

Następnego dnia spotkali się przed bramą wjazdową do miasta i udali się do pobliskiego lasu o nazwie Duirtaur gdzie swe schronienie miała wataha wilkołaków. Był to wielki dom zawieszony wysoko w koronach drzew. Bohaterowie wspięli się na sam szczyt i z stamtąd mieli wejść do nory wilkołaków.
- Dobra, robimy tak jak się umawialiśmy – Powiedział wojownik
- Tak jest, wchodzimy przez okno w dachu, niezauważeni prześlizgujemy się do pokoju ich przywódcy, zabijamy go i wysadzamy              całą resztę domu w perzynę, tak?
- Dokładnie – odpowiedział z lekkim uśmiechem na twarzy.
Podeszli do okna a Alaksanesa podważyła je nożem. Gdy weszli do środka ku ich zdziwieniu okazało się że dom jest całkowicie pusty. Zeszli na podłogę i powoli przeszukiwali każde z pomieszczeń lecz nigdzie nie znaleźli ani żywej duszy.
- Czemu tu nikogo nie ma?! – Wykrzyknęła ze złością wampirzyca.
- Sam chciałbym to wiedzieć – Odparł ponuro Rathgurth – coś tu jest nie tak ale nie mogę wyczuć co to takiego.
Nagle za oknem usłyszeli trzask jakby ktoś uderzył o siebie dwa kamienie i nagle zauważyli jak przez okno wślizguje się płomień który znajdował się na loncie.
- To pułapka ! – Wykrzyknęli oboje i z wielkim pędem wyskoczyli przez okno na zewnątrz lądując dość twardo na ziemi.
Po chwili ładunek wybuchowy umieszczony w domu eksplodował i cały dom rozniosło po okolicy.
- Ech… mało brakowało – Z trudem wydusiła Alaksanesa
- Owszem mało brakowało. – Powiedział przywódca watahy wilkołaków stojący tuż za nimi – ale teraz nie będziemy się tak cackać. Brać ich !!
Na rozkaz sześć wilkołaków rzuciło się w stronę bohaterów. Wampirzyca szybko i energicznie uderzyła otwartymi dłońmi w ziemie i nagle przed nimi wyrosła ściana zrobiona z jej kości.
- Spróbuj ich przez chwilę powstrzymać a ja odciągnę paru i rozprawie się z nimi. – powiedział Rathgurth
Po tych słowach wojownik pobiegł w las a za nim podążyły trzy wilkołaki. Gdy dobiegli na pobliską polanę wojownikowi udało się sparaliżować jednego z nich zaklęciem elektryczności, następnie dobył swego miecza, położył na nim rękę wyszeptał parę słów w starym języku elfów i po chwili broń stanęła w płomieniach. Drugi z wilkołaków rzucił się na niego, a ten bez wahania, jednym szybkim ruchem wbił swój miecz prosto w serce swego przeciwnika. Bestia padła na ziemię bez życia. Kolejny wilkołak widząc śmierć swego pobratymca wpadł w wielką furię i także rzucił się na Rathgurtha. Udało mu się parę razy uderzyć wojownika i zadać kilka dość poważnych ran, po czym wybił mu z ręki jego miecz i odrzucił wojownika w tył jednym potężnym uderzeniem. Rathgurth z trudem podniósł się po tym uderzeniu i przywołał do siebie kosę Śmierci.
- No dawaj, choć do mnie – powiedział spokojnym, opanowanym tonem – moja kosa z chęcią posili się świeżą duszą.
- Nie boję się ciebie i tych twoich marnych sztuczek oraz tych metalowych zabawek – odburkną wilkołak i popędził w stronę Rathgurtha.
Wojownik stał niewzruszony w postawie bojowej podczas gdy bestia pędziła w jego stronę. Gdy do niego dobiegła zgrabnie unikną jej ciosu i wbił kosę w sam czubek głowy wilkołaka. Stwór zawył z bólu, Rathgurth wyją kosę i szybko oraz bez trudu skrócił bestie o głowę jakby przecinał masło. Gdy tylko wielkie cielsko opadło na ziemie z jego wnętrza wydobyła się mała, podłużna, zielona dusza, która powędrowała wprost do kosy i znikła wchłonięta przez nią. Trzeci potwór już stał na nogach i był gotowy do walki, bohater wbił kosę w ziemie i staną w pozycji bojowej z cofniętymi obiema rękoma do boku tak, że jedna dłoń była ułożona do góry, a druga, która była nad nią, do dołu. Wilkołak wydał z siebie potworny ryk i z wściekłością pędził w stronę wojownika, który stał naprzeciw niego niewzruszony, pomiędzy dłońmi zaczęła mu się tworzyć mały płomień, który ciągle narastał. Gdy bestia była już prawie na wyciągnięcie ręki, Rathgurth szybkim i energicznym ruchem wyprostował obie ręce przed siebie, a z dłoni buchną wielki słup ognia, który przepalił wilkołaka na wylot. Wyprostował się i bez najmniejszych emocji na twarzy wyciągną kosę z ziemi, która po chwili rozpłynęła się w powietrzu, potem podszedł po swój miecz, który nadal był cały w płomieniach. Zdjął z niego zaklęcie i wsuną go powrotem do pochwy.
- Do chuja z taką robotą. – rzekł ostatni raz patrząc na pole bitwy, po czym szybkim krokiem podążył z powrotem do swej towarzyszki by pomóc jej w walce.

W czasie gdy Rathgurth walczył z wilkołakami na polanie, Alksanesa także się nie obijała. Gdy tylko wojownik znikną jej z pola widzenia usunęła ze swojej drogi kostną tarcze i ze wściekłością w oczach zaatakowała swoich przeciwników. Jeden z wilkołaków bardzo dobrze unikał jej ciosów i po chwili chwycił ją i rzucił o pobliskie drzewo. Nie był to mocny rzut więc wampirzyca szybko wstała i wskoczyła na drzewo skąd miała idealne miejsce do rzutu swoimi nożami. Jedna z bestii popędziła w jej stronę ale nie zdążyła nawet dobiec do drzewa i już leżała martwa na ziemi z sześcioma nożami wbitymi w brzuch. Kolejne dwa wilkołaki także wskoczyły na drzewo i razem zrzuciły Alksanese na ziemie. Gdy tylko jeden z nich wylądował za nią użyła wobec niego swojej najsilniejszej broni czyli magii krwi, dzięki czemu w okamgnieniu kierowała stworem jak marionetką atakując trzeciego wilkołaka. Tak zawzięcie napastowała trzecią bestie, że nie miała ona innego wyboru jak zabić swego pobratymca. Ostatni potwór wpadł w taki szał, że nie patrząc nawet gdzie biegnie, szarżował przed siebie wymachując pazurami. Wielokrotnie zranił wampirzyce lecz w końcu udało się jej go zblokować i zadać ostateczny cios wbijając mu swoją maczetę prosto w serce. Ledwie zdążyła schować broń do pochwy gdy poczuła bardzo silne uderzenie w plecy i poleciała parę metrów do przodu.
- Myślisz że jesteś taka silna używając nas jak marionetek byśmy zabijali swoich pobratymców ?! – Krzykną przywódca wilkołaków nie przestawiając uderzać oraz ranić pazurami Alksanesy – A może spróbujesz zmierzyć się z kimś silniejszym, z kimś kogo nie omamisz swoimi sztuczkami ?!
Po wypowiedzeniu ostatniego słowa uderzył ją tak mocna, że padła bez sił na ziemie. Wilkołak staną nad nią, chwycił jej głowę aby zadać decydujący cios gdy nagle w powietrzu rozległ się przeraźliwy ryk smoka.
- A może to ty staniesz do walki z kimś silniejszym od siebie – Rzekł Rathgurth stojąc za wielkim kościanym smokiem, którego wywołał z drugiej katany.
- Myślisz że ten zwierzaczek może mi coś zrobić ?! – odwarkną przywódca wilkołaków puszczając głowę wampirzycy.
- Myślę, że to ty jebany zwierzaczku nie zrobisz nawet kroku – odpowiedział wojownik
Zanim wilkołak zdążył się ruszyć Rathgurth wypowiedział parę słów w starożytnym smoczym języku, a smok rzucił się w stronę bestii uderzając ją parę razy skrzydłem oraz pazurami, aż końcu pochwycił go lecz nie rozszarpał potwora a czekał na rozkaz swego pana.
- I co my teraz z tobą zrobimy cwaniaczku, hmmm… ? – Powiedział wojownik – Alksanesa może ty masz jakieś propozycje co można zrobić z tym cieniasem?
- Rozszarp pojeba na strzępy ! – warknęła z trudem wampirzyca
- Masz pecha – Powiedział Rathgurth z lekkim uśmiechem na ustach.
Znowu powiedział coś w smoczym języku, a smok bez zwlekania rozszarpał wilkołaka na pół. Po tym wojownik kazał smokowi wracać do miecza i schował katanę do pochwy na plecach gdzie nosił obie bronie.
- Nic ci nie jest Al. ? – zapytał pomagając wampirzycy wstać
- Mam parę zadrapań ale ogólnie nic mi nie jest – odpowiedziała

Gdy wrócili do miasta Rathgurth odprowadził Alksanese do jej domu po czym zachodząc jeszcze do karczmy i wypijając dwa kufle zimnego piwa sam powrócił do swojego domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Translate