Gdy bohaterowie udawali się do Tandrem niebo było idealnie niebieskie, a Słońce grzało nie do wytrzymania. Alaksanesa jęknęła. Nie była uczulona na Słońce, jednak pomimo tego nie zbyt dobrze je znosiła. Rathgurth się uśmiechnął:
- Wolisz mroźne klimaty Asencji niż słoneczny Tandrem?
- Tandrem to zadupie. Na Asencji przynajmniej jest luksusowy kurort i można wypocząć - dziewczyna zamknęła oczy - Mmm...Masaż kamieniami... - Po chwili tego marzenia dziewczyna dostała kamieniem w plecy. Rathgurth się zaśmiał.
- Masz tu swój masaż! - krzyknął i przegonił dziewczynę. Alaksanesa oczywiście obraziła się na niego, więc przez resztę podróży jechali w milczeniu.
Gdy dotarli na miejsce ujrzeli jedną, wielką pustkę.
- Tak jakoś pusto... - powiedziała Alaksanesa.
- Nic z tego nie rozumiem. Wszystko skazuje na to, że pieczęć musi być tutaj. - odparł Rathgurth, przeglądając mapę.
- Urgh.. - mruknęła wampirzyca i wyrwała mapę z ręki wojownika. Gdy w końcu ją przestudiowała wyrzuciła ją i powiedziała:
- Jest zepsuta. Albo przeterminowana.
Mężczyzna wywrócił oczami, gdy poszedł po nią zauważył, że na skrawku mapy lśniły małe, złote literki. Rathgurth szybko podniósł mapę i przeczytał na głos napis:
- "Matka Ziemia"
- Ile ta mapa ma jeszcze tych napisów? - burknęła Alaksanesa.
- Nie wymądrzaj się tylko myśl. Co ziemia ma wspólnego z pieczęcią?
- Nie wiem, może jest z gliny? Albo jest gdzieś zakopana...
Rathgurth pstryknął palcami. Wziął saperkę i zaczął kopać.
- Ty naprawdę myślisz, że jest ona zakopana? - zaśmiała się dziewczyna.
- Nie gadaj tylko mi pomóż, albo cię zmuszę - warknął mężczyzna. Dziewczyną powoli zaczęła kopać. Po półtorej godziny mozolnego kopania zauważyli drewnianą skrzynię.
- A nie mówiłem? Teraz tylko wystarczy wziąć skrzynię i ta dam! - Rathgurth ucieszył się. Alaksanesa natomiast, zachowywała chłodny spokój. Gdy mężczyzna otworzył skrzynię znalazł tam ubrudzoną pieczęć. Alaksanesa sięgnęła po nią, lecz szybko odsunęła dłoń, gdyż pieczęć była srebrna. Gdy Rathgurth ją wziął, ziemia się poruszyła, a z niej wypadł żywiołak ziemi. Pieczęć powędrowała do niego i zadomowiła się w miejscu jego serca.
- I w taki upał mam walczyć?! Dziękuje bardzo! - krzyknęła dziewczyna i usiadła na kamieniu. Kamień poruszył się i przeturlał dwa metry dalej, tak szybko, ze dziewczyna upadła zdezorientowana. Następnie, ten sam kamień zaczął lewitować i gdy był juz nad wampirzycą spadł. Dziewczyna jednak, zrozumiała o co chodzi i przebiegła dalej.
Rathgurth zaś, oglądał to przedstawienie, dopóki żywiołak go nie zaatakował. Obrócił się szybko ku niemu i wyciągną miecz. Potwór był jednak na
tyle szybki, że wojownik nie zdążył nawet się przygotować do walki i poczuł
silne uderzenie poczym wylądował twardo na ziemi. Alksanesa w tym czasie wstała
i przygotowała kuszę do strzału, po chwili rozległ się świst i złoty bełt
poleciał w stronę żywiołaka lecz zamiast wbić się w potwora złamał się na jego
ciele. Stwór powoli zmierzał do wampirzycy, która zaczęła strzelać w niego
ognistymi pociskami lecz także one nie robiły mu żadnej szkody. Podczas gdy
dziewczyna próbowała zranić żywiołaka Rathgurth rzucił na miecz zaklęcie
elektryczności i wbił go w sam środek pleców potwora. Prąd aż iskrzył od
napięcia lecz nie robił na stworze żadnego wrażenia. Wojownik wyciągną miecz i
zaczął nim atakować lecz każdy cios odbijał się od ciała potwora, więc schował
miecz i podbiegł do Alksanesy.
-I co teraz zrobimy, nic na niego nie działa !! – wykrzyknęła sfrustrowana
dziewczyna
-Nie wiem ale może spróbowałabyś użyć magii mroku ?
-Wolałabym nie bo znowu popadnę w obłęd i będziesz musiał walczyć
nie tylko z tym skurwielem ale także i ze mną.
-No niby tak, ale nic innego nam nie pozostaje…
-A twoja kosa, może ona dałaby radę w końcu też używa magii mroku,
a tą w kosie nauczyłeś się kontrolować.
-To byłby dobry pomysł ale widzisz moja kosa działa jakby na
baterie, którymi są ludzkie dusze a tych mi brakuje jeszcze z pół tuzina aby
broń sprawnie działała.
W tym czasie usłyszeli ryk i gdy spojrzeli w stronę potwora ten
cisną w nich ogromny kamień. Alksanesa zdążyła uciec ale Rathgurth potkną się i
kamień wylądował na jego nodze łamiąc mu kości w nodze. Krzykną z bólu i
próbował zsunąć kamień z nogi lecz był zbyt ciężki i sam nie dawał rady go
zabrać. Wampirzyca widząc tą sytuacje próbowała odciągnąć żywiołaka od
wojownika ale to nie było takie łatwe gdyż stwór wogule nie zwracał na nią
uwagi.
-Użyj magii mroku !! – wykrzyczał mężczyzna widząc zbliżającego
się potwora
-Spokojnie zaraz go zabiorę – powiedziała dziewczyna strzelając w
żywiołaka kulami ognia
-No weś zaraz mnie zabije !!
W tym momencie Alksanesa wyjęła z torby małą, czarną książkę i
zaczęła szeptać coś pod nosem i robić palcami dziwne gesty. Gdy żywiołak już
szykował się do uderzenia w wojownika nagle staną w bezruchu poczym rozpadł się
w kupkę żwiru, z której wyleciała jakby czarna mgiełka (dusza potwora) i została
wchłonięta przez wampirzyce. Ta upadła na kolana próbując zapanować nad magią
mroku lecz niezbyt się jej to udawało.
-Alksanesa posłuchaj mnie – powiedział spokojnym tonem Rathgurth
starając się przemówić dziewczynie do rozsądku i jednocześnie zepchnąć kamień
ze swojej nogi – wiem, że dasz radę to przezwyciężyć. Dasz radę oprzeć się tej
magii, wierzę w to i wiem, że ty też w to wierzysz.
-Spru… Spróbuję – ledwie wypowiedziała wampirzyca starając się
powstrzymać tę moc w sobie
-Nie próbuj tylko po prostu to zrób. Musi ci się udać bo sam nie
poradzę sobie z powstrzymaniem wojny a co dopiero dostaniem się do jeźdźców. I
nie dam rady sam żyć dalej bez nikogo z kim tak zajebiście mi się dogaduje i
kto wytrzymuje ze mną w prawie każdej sytuacji. Więc kurwa weś się w garść i
powstrzymaj tą moc abym nie musiał cię zabijać.
-Naprawdę jestem kimś takim ? – spytała cicho Alksanesa
-Tak naprawdę i uwierz mi ja nie mówię takich sentymentalnych słów
dla pierwszych lepszych osób bo po prostu nie umiem tak mówić i aż mi się robi
wtedy niedobrze.
-Jesteś naprawdę jebniętym dziwakiem. – powiedziała dziewczyna z
uśmiechem na twarzy wstając z ziemi – choć pomogę ci z tym głazem.
Wspólnymi siłami zepchnęli kamień poczym wampirzyca opatrzyła nogę
wojownika i podała specjalny eliksir dzięki któremu noga mężczyzny zrosła się w
kilka chwil. Zebrali swoje rzeczy, wsiedli na konie i pojechali dalej po
trzecią pieczęć.
-Gdzie teraz zmierzamy ? – spytała Alksanesa
-Chyba do gaju Thurn.
-Na serio mówiłeś, że beze mnie taki silny i potężny wojownik jak
ty nie dałby rady z jeźdźcami apokalipsy ? – lekko drwiąc spytała dziewczyna
-Jeszcze jedno słowo a przysięgam, że cię zabije – odpowiedział
ponurym tonem Rathgurth
-Oj spokojnie tylko się z tobą droczę.
-Ale tak, niedałbym sobie rady - wymamrotał cicho mężczyzna
-haha wiedziałam ! – wykrzyknęła wesoło wampirzyca
Wojownik rzucił tylko w jej stronę tylko ponure spojrzenie.
-Tak tak ja też cie nienawidze – powiedziała wesoło wampirzyca
Jeszcze raz spojrzeli na mapę i ruszyli w stronę gaju Thurn.
Ciąg dalszy nastąpi…
Ciekawe ... podoba mi się to jak piszesz i o czym piszesz.
OdpowiedzUsuń