Strony

wtorek, 12 czerwca 2012

Rozdział III - Wielkie poszukiwania Cz.3

 Gaj Thurn przypominał las równikowy . Jedyna różnica była taka, że zamieszkiwało ją wiele stworzeń, a wilgotność mogłaby napoić dzieci z Krajów Trzeciego Świata. Rathgurth podróżując na swym rumaku cały czas odganiał się, bowiem komary były zmorą gaju Thurn. Alksanesa zaś, stała w płomieniach i śmiała się z towarzysza.
- Z czego rżysz? - warknął zdenerwowany.
- Z ciebie. Tak słodko się otrzepujesz - wyszczerzyła sięw uśmiechu.
- Uważaj bo się zaraz spalisz.. - odwarknął w odwecie.
Alksanesa, która aktualnie była w swojej żywiołowe postaci popatrzyła na niego pobłażliwie. Co jak co, ale dziewczyna wyglądała nawet ładnie. Jej blada skóra kontrastowała z czerwonymi językami, które jakby wychodziły z jej prochowca. Kremowe włosy nabrały delikatnych fal i gładko spływały na plecy. Jej rubinowe oczy zmieniły barwę na lodowaty błękit - taki kolor miała naprawdę zanim została wampirem. Dzięki temu jej kształtne, migdałowe ślepia zyskały kobiecości.
- Jako świetny mag ognia mogę regulować temperaturę mojego żywiołu. Dzięki temu moja klacz wyczuwa lekkie ciepełko.
- Z kim ja się zadaję.. - mruknął Rathgurth
- Ostatnio mi wyznałeś,  że- w tym momencie dziewczyna sięgnęła do swojego czarnego notesu - Nie dasz rady sam żyć dalej bez nikogo z kim tak zajebiście ci się dogaduję i kto wytrzyma z tobą w prawie każde sytuacji. Więc? - wampirzyca głośno zamknęła notes, splotła ręce i złożyła usta w dzióbek.
Mężczyzna zrobił się jedynie czerwony i nie odezwał.
- Oj ja ciebie tez lubię i dałabym głowę, że gdyby nie ty leżałabym w jakiejś kamienicy zaćpana, a przy moim boku leżałby jakiś brudny, pijany sylifid - powiedziała dziewczyna odgarniając czerwone pasemko z twarzy przyjaciela.
Przez chwilę jechali w niezręcznej ciszy. W końcu Alksanesa się odezwała, podając pudełeczko z kremem - Prosz... Uchroni cię przed oparzeniami i komarami.
- Dzięki - mruknął.
Po dwóch godzinach jazdy, dotarli na wyznaczone miejsce. Miejsce było przedziwne, gdyż wyglądało kwiatowy ołtarzyk na którym, na środku była pieczęć. Alksanesa zapłonęła mocniej, ale gdy jej klacz zaczęła rżeć, szybko się uspokoiła. Rathgurth zszedł z konia i podszedł do pieczęci. Gdy ją ujął nic się nie stało.
- Hmm.. Podejrzane to.
Alksanesa wzięła pieczęć do ręki i ją upuściła. Przedmiot się rozstrzaskał.
- Co ty zrobiłaś?! Ja wiem, że ty jesteś dziwna, ale przesadziłaś!
- Ale to była podróbka! - krzyknęła zdenerwowana dziewczyna.
- Jak to podróbka?
 - Po prostu. Pic na wodę.
- A po czym to poznałaś?
- Wszystkie pieczęcie były srebrne. Ta była gliniana. I wzór nie pasował. Był taki nierówny. Jakby ktoś się spieszył z wykonaniem jej.
- Ale mapa... - zaczął Rathgurth.
- Musiała być fałszywa, alebo ktoś nas wyprzedził...
Oboje usiedli zastanawiając się gdzie może być oryginalna pieczęć. Po paru godzinach intensywnego myślenia Alksanesa chodziła do góry nogami z nudów, a Rathgurth zdjął koszulkę i się nią wachlował. Dziewczyna (gorąc był tak nie do wytrzymania, toteż dziewczyna wyjątkowo zdjęła gorset) cały czas poprawiała koszulkę, która spadała jej na oczy.
- Nie musisz się tak zakrywać. Obiecuję, że nie będę podglądać.
Dziewczyna prychnęła By uniknąć dalszych komentarzy położyła się na plecach, obok Rathgurtha. Jej palcę pokryły się bąblami.
- Uroki bycia na Słońcu - uprzedziła pytanie mężczyzny.
Wojownik westchnął:
- Ustalmy pewne fakty. Dostaliśmy mapę od staruszki i poszliśmy szukać tych pieczęci. Co mogło pójść nie tak?
Przez chwilę oboję się nie odzywali, myśląc intensywnie. W końcu Rathgurth krzyknał:
- Już wiem!
- Niby co?
- Rozwiązałem zagadkę. Chodź, tutaj nie znajdziemy pieczęci.
- To gdzie?
- Za mną. - Rathgurth dosiadł konia i pojechał. Tuż za nim jechała Alaksanesa, próbując dogonić swego przyjaciela.
- Ale o co chodzi?
- Pamiętasz jak ta stara baba powiedziała, że da nam mapę za eliksir nieśmiertelności?
- Powiedzmy, że tak.
- Oszukiwała. Dała nam mapę, lecz trzecią pieczęć zabrała sobie. Wiedziała, że wtedy przyjdziemy do niej, a ona nas podle wykorzysta.
- Wiesz co? Korhan jest chore.
- Przynajmniej to nie miasto elfów.
Wampirzyca się zaśmiała:
- Z tym się zgodzę.
Resztę podróży przemilczeli.

 *    *    *

Po dniu intensywnego galopu dotarli do Korhan. Wpadli do "Wisielca na Jabłoni", lecz staruszki tam nie było. Gdy zapytali gdzie się znajduję, jeden z mężczyzn odpowiedział, że umarła.
- A to zołza.. - mruknęła zdenerwowana wampirzyca - gdy akurat odkryliśmy jej zamiar to umarła.
W porywie złości dziewczyna ugryzła w szyję mężczyznę. Rathgurth spojrzał na nią zszokowany. Gdy dziewczyna  wkońcu się odkleiła od szyi powiedziała niezbyt miło:
- W porywie złości jestem głodna. Możesz przestać tak się gapić? - gdy dziewczyna piła krew, wojownik spytał Tariny czy może wie gdzie jest dom staruszki. Elfka rozrysowała okolicę w której mieszkała kobieta. Rathgurth podziękował i wywlókł wampirzycę z gospody.

*    *    *

Okolica w której mieszkała za życia staruszka była jedną z tych ładniejszych. Białe domki, zadbane ogrody oraz rodziny z dziećmi wesoło się bawiące.
- Urgh.. Nie dobrze mi tu. - skrzywiła się dziewczyna - Za dużo radości. Za mało mordu.
- Myślisz, że ja czuję się swobodnie? Dzieci się mnie boją! - odpowiedział wojownik, wskazując na grupkę małych dziewczynek, które uciekły do domu.
- Hej ty, w pedalskim wdzianku. Tak, ty! No podchodź, nie ugryzę, już jadłam. - krzyknęła Alksanesa w stronę jakiegoś młodzieńca - Powiedz mi gdzie jest domek starszej pani.
- Dużo jest tutaj starszych pań.
- Chodzi mi o mroczną starszą panią. - powiedziała dość dobitnie. Młodzieniec w pedalskim wdzianku zrozumiał o kogo chodzi i zaprowadził  Rathgurtha i Alksanesę pod dom staruszki. Parcela niczym się różniła od innych domków z tym, że było tam pełno krasnali ogrodowych i kotów.
- Urocze. - powiedział sarkastycznie wojownik.
Wampirzyca w tym czasie zeszła z konia i udała się do domu. Gdy postawiła swoją stopę na ogródku krzyknęła i zaczęła trzymać się za głowę. Wojownik od razu zareagował i wyciągnął dziewczynę.
- Co się stało? - zapytał. Wampirzyca, która była strasznie słaba, oparła się o przyjaciela i powiedziała:
- Gdy tam weszłam strasznie rozbolała mnie głowa. Jakby czaszka była za mała.
- To pewnie pole siłowe. Tylko ludzie mogą się dostać do środka.
Oba ich spojrzenia powędrowały do gościa w pedalskim ubraniu. Alksanesa podeszła lekko kuleją ci powiedziała:
- Jak pójdziesz tam i przyniesiesz nam takie coś, to dostaniesz eliksir nieśmiertelności - powiedziała wskazując na Rathgurtha, który trzymał srebrne pieczęcie. Młodzieniec mruknął jakieś przekleństwo i ruszył do domu. Po czterdziestu pięciu minutach bezczynnego siedzenia Chłopak przyszedł trzymając srebrną pieczęć.
- Poprosze swój eliksir.
- Najpierw daj pieczęć - powiedział groźnie Rathgurth
- Chcę eliksir.
- Pieczęć, sukinsynie.
- Nie to nie... - powiedział sarkastycznie chłopak - oddam ją królowi elfów - gdy to powiedział teleportował się wraz z pieczęcią.
Oboje bohaterów siarczyście zaklęło. Następnie stali tak w miejscu każdy zły na siebie. W końcu Alksanesa się odezwała:
- Nie wiem jak ty, ale ja idę do ciebie, marzę o kąpieli.
- Czemu nie do siebie?
- Zalegam z czynszem od paru dni. Wolę tam nie iść.
Rathgurth się uśmiechnął.
- Moim dom jest twoim domem.
Razem odeszli do domu wojownika. W nim jeszcze długo dyskutowali o całej sytuacji i planie odzyskania pieczęci.

czwartek, 7 czerwca 2012

Rozdział III - Wielkie poszukiwania Cz.2


Gdy bohaterowie udawali się do Tandrem niebo było idealnie niebieskie, a Słońce grzało nie do wytrzymania. Alaksanesa jęknęła. Nie była uczulona na Słońce, jednak pomimo tego nie zbyt dobrze je znosiła. Rathgurth się uśmiechnął:
- Wolisz mroźne klimaty Asencji niż słoneczny Tandrem?
- Tandrem to zadupie. Na Asencji przynajmniej jest luksusowy kurort i można wypocząć - dziewczyna zamknęła oczy - Mmm...Masaż kamieniami... - Po chwili tego marzenia dziewczyna dostała kamieniem w plecy. Rathgurth się zaśmiał.
- Masz tu swój masaż! - krzyknął i przegonił dziewczynę. Alaksanesa oczywiście obraziła się na niego, więc przez resztę podróży jechali w milczeniu.
Gdy dotarli na miejsce ujrzeli jedną, wielką pustkę.
- Tak jakoś pusto... - powiedziała Alaksanesa.
- Nic z tego nie rozumiem. Wszystko skazuje na to, że pieczęć musi być tutaj. - odparł Rathgurth, przeglądając mapę. 
- Urgh.. - mruknęła wampirzyca i wyrwała mapę z ręki wojownika. Gdy w końcu ją przestudiowała wyrzuciła ją i powiedziała:
- Jest zepsuta. Albo przeterminowana.
Mężczyzna wywrócił oczami, gdy poszedł po nią zauważył, że na skrawku mapy lśniły małe, złote literki. Rathgurth szybko podniósł mapę i przeczytał na głos napis:
- "Matka Ziemia"
- Ile ta mapa ma jeszcze tych napisów? - burknęła Alaksanesa.
- Nie wymądrzaj się tylko myśl. Co ziemia ma wspólnego z pieczęcią?
- Nie wiem, może jest z gliny? Albo jest gdzieś zakopana... 
Rathgurth pstryknął palcami. Wziął saperkę i zaczął kopać.
- Ty naprawdę myślisz, że jest ona zakopana? - zaśmiała się dziewczyna.
- Nie gadaj tylko mi pomóż, albo cię zmuszę - warknął mężczyzna. Dziewczyną powoli zaczęła kopać. Po półtorej godziny mozolnego kopania zauważyli drewnianą skrzynię.
- A nie mówiłem? Teraz tylko wystarczy wziąć skrzynię i ta dam! - Rathgurth ucieszył się. Alaksanesa natomiast, zachowywała chłodny spokój. Gdy mężczyzna otworzył skrzynię znalazł tam ubrudzoną pieczęć. Alaksanesa sięgnęła po nią, lecz szybko odsunęła dłoń, gdyż pieczęć była srebrna. Gdy Rathgurth ją wziął, ziemia się poruszyła, a z niej wypadł żywiołak ziemi. Pieczęć powędrowała do niego i zadomowiła się w miejscu jego serca. 
- I w taki upał mam walczyć?! Dziękuje bardzo! - krzyknęła dziewczyna i usiadła na kamieniu. Kamień poruszył się i przeturlał dwa metry dalej, tak szybko, ze dziewczyna upadła zdezorientowana. Następnie, ten sam kamień zaczął lewitować i gdy był juz nad wampirzycą spadł. Dziewczyna jednak, zrozumiała o co chodzi i przebiegła dalej. 
Rathgurth zaś, oglądał to przedstawienie, dopóki żywiołak go nie zaatakował. Obrócił się szybko ku niemu i wyciągną miecz. Potwór był jednak na tyle szybki, że wojownik nie zdążył nawet się przygotować do walki i poczuł silne uderzenie poczym wylądował twardo na ziemi. Alksanesa w tym czasie wstała i przygotowała kuszę do strzału, po chwili rozległ się świst i złoty bełt poleciał w stronę żywiołaka lecz zamiast wbić się w potwora złamał się na jego ciele. Stwór powoli zmierzał do wampirzycy, która zaczęła strzelać w niego ognistymi pociskami lecz także one nie robiły mu żadnej szkody. Podczas gdy dziewczyna próbowała zranić żywiołaka Rathgurth rzucił na miecz zaklęcie elektryczności i wbił go w sam środek pleców potwora. Prąd aż iskrzył od napięcia lecz nie robił na stworze żadnego wrażenia. Wojownik wyciągną miecz i zaczął nim atakować lecz każdy cios odbijał się od ciała potwora, więc schował miecz i podbiegł do Alksanesy.
-I co teraz zrobimy, nic na niego nie działa !! – wykrzyknęła sfrustrowana dziewczyna
-Nie wiem ale może spróbowałabyś użyć magii mroku ?
-Wolałabym nie bo znowu popadnę w obłęd i będziesz musiał walczyć nie tylko z tym skurwielem ale także i ze mną.
-No niby tak, ale nic innego nam nie pozostaje…
-A twoja kosa, może ona dałaby radę w końcu też używa magii mroku, a tą w kosie nauczyłeś się kontrolować.
-To byłby dobry pomysł ale widzisz moja kosa działa jakby na baterie, którymi są ludzkie dusze a tych mi brakuje jeszcze z pół tuzina aby broń sprawnie działała.
W tym czasie usłyszeli ryk i gdy spojrzeli w stronę potwora ten cisną w nich ogromny kamień. Alksanesa zdążyła uciec ale Rathgurth potkną się i kamień wylądował na jego nodze łamiąc mu kości w nodze. Krzykną z bólu i próbował zsunąć kamień z nogi lecz był zbyt ciężki i sam nie dawał rady go zabrać. Wampirzyca widząc tą sytuacje próbowała odciągnąć żywiołaka od wojownika ale to nie było takie łatwe gdyż stwór wogule nie zwracał na nią uwagi.
-Użyj magii mroku !! – wykrzyczał mężczyzna widząc zbliżającego się potwora
-Spokojnie zaraz go zabiorę – powiedziała dziewczyna strzelając w żywiołaka kulami ognia
-No weś zaraz mnie zabije !!
W tym momencie Alksanesa wyjęła z torby małą, czarną książkę i zaczęła szeptać coś pod nosem i robić palcami dziwne gesty. Gdy żywiołak już szykował się do uderzenia w wojownika nagle staną w bezruchu poczym rozpadł się w kupkę żwiru, z której wyleciała jakby czarna mgiełka (dusza potwora) i została wchłonięta przez wampirzyce. Ta upadła na kolana próbując zapanować nad magią mroku lecz niezbyt się jej to udawało.
-Alksanesa posłuchaj mnie – powiedział spokojnym tonem Rathgurth starając się przemówić dziewczynie do rozsądku i jednocześnie zepchnąć kamień ze swojej nogi – wiem, że dasz radę to przezwyciężyć. Dasz radę oprzeć się tej magii, wierzę w to i wiem, że ty też w to wierzysz.
-Spru… Spróbuję – ledwie wypowiedziała wampirzyca starając się powstrzymać tę moc w sobie
-Nie próbuj tylko po prostu to zrób. Musi ci się udać bo sam nie poradzę sobie z powstrzymaniem wojny a co dopiero dostaniem się do jeźdźców. I nie dam rady sam żyć dalej bez nikogo z kim tak zajebiście mi się dogaduje i kto wytrzymuje ze mną w prawie każdej sytuacji. Więc kurwa weś się w garść i powstrzymaj tą moc abym nie musiał cię zabijać.
-Naprawdę jestem kimś takim ? – spytała cicho Alksanesa
-Tak naprawdę i uwierz mi ja nie mówię takich sentymentalnych słów dla pierwszych lepszych osób bo po prostu nie umiem tak mówić i aż mi się robi wtedy  niedobrze.
-Jesteś naprawdę jebniętym dziwakiem. – powiedziała dziewczyna z uśmiechem na twarzy wstając z ziemi – choć pomogę ci z tym głazem.
Wspólnymi siłami zepchnęli kamień poczym wampirzyca opatrzyła nogę wojownika i podała specjalny eliksir dzięki któremu noga mężczyzny zrosła się w kilka chwil. Zebrali swoje rzeczy, wsiedli na konie i pojechali dalej po trzecią pieczęć.
-Gdzie teraz zmierzamy ? – spytała Alksanesa
-Chyba do gaju Thurn.
-Na serio mówiłeś, że beze mnie taki silny i potężny wojownik jak ty nie dałby rady z jeźdźcami apokalipsy ? – lekko drwiąc spytała dziewczyna
-Jeszcze jedno słowo a przysięgam, że cię zabije – odpowiedział ponurym tonem Rathgurth
-Oj spokojnie tylko się z tobą droczę.
-Ale tak, niedałbym sobie rady  - wymamrotał cicho mężczyzna
-haha wiedziałam ! – wykrzyknęła wesoło wampirzyca
Wojownik rzucił tylko w jej stronę tylko ponure spojrzenie.
-Tak tak ja też cie nienawidze – powiedziała wesoło wampirzyca
Jeszcze raz spojrzeli na mapę i ruszyli w stronę gaju Thurn.

Ciąg dalszy nastąpi…

Translate