Strony

wtorek, 12 czerwca 2012

Rozdział III - Wielkie poszukiwania Cz.3

 Gaj Thurn przypominał las równikowy . Jedyna różnica była taka, że zamieszkiwało ją wiele stworzeń, a wilgotność mogłaby napoić dzieci z Krajów Trzeciego Świata. Rathgurth podróżując na swym rumaku cały czas odganiał się, bowiem komary były zmorą gaju Thurn. Alksanesa zaś, stała w płomieniach i śmiała się z towarzysza.
- Z czego rżysz? - warknął zdenerwowany.
- Z ciebie. Tak słodko się otrzepujesz - wyszczerzyła sięw uśmiechu.
- Uważaj bo się zaraz spalisz.. - odwarknął w odwecie.
Alksanesa, która aktualnie była w swojej żywiołowe postaci popatrzyła na niego pobłażliwie. Co jak co, ale dziewczyna wyglądała nawet ładnie. Jej blada skóra kontrastowała z czerwonymi językami, które jakby wychodziły z jej prochowca. Kremowe włosy nabrały delikatnych fal i gładko spływały na plecy. Jej rubinowe oczy zmieniły barwę na lodowaty błękit - taki kolor miała naprawdę zanim została wampirem. Dzięki temu jej kształtne, migdałowe ślepia zyskały kobiecości.
- Jako świetny mag ognia mogę regulować temperaturę mojego żywiołu. Dzięki temu moja klacz wyczuwa lekkie ciepełko.
- Z kim ja się zadaję.. - mruknął Rathgurth
- Ostatnio mi wyznałeś,  że- w tym momencie dziewczyna sięgnęła do swojego czarnego notesu - Nie dasz rady sam żyć dalej bez nikogo z kim tak zajebiście ci się dogaduję i kto wytrzyma z tobą w prawie każde sytuacji. Więc? - wampirzyca głośno zamknęła notes, splotła ręce i złożyła usta w dzióbek.
Mężczyzna zrobił się jedynie czerwony i nie odezwał.
- Oj ja ciebie tez lubię i dałabym głowę, że gdyby nie ty leżałabym w jakiejś kamienicy zaćpana, a przy moim boku leżałby jakiś brudny, pijany sylifid - powiedziała dziewczyna odgarniając czerwone pasemko z twarzy przyjaciela.
Przez chwilę jechali w niezręcznej ciszy. W końcu Alksanesa się odezwała, podając pudełeczko z kremem - Prosz... Uchroni cię przed oparzeniami i komarami.
- Dzięki - mruknął.
Po dwóch godzinach jazdy, dotarli na wyznaczone miejsce. Miejsce było przedziwne, gdyż wyglądało kwiatowy ołtarzyk na którym, na środku była pieczęć. Alksanesa zapłonęła mocniej, ale gdy jej klacz zaczęła rżeć, szybko się uspokoiła. Rathgurth zszedł z konia i podszedł do pieczęci. Gdy ją ujął nic się nie stało.
- Hmm.. Podejrzane to.
Alksanesa wzięła pieczęć do ręki i ją upuściła. Przedmiot się rozstrzaskał.
- Co ty zrobiłaś?! Ja wiem, że ty jesteś dziwna, ale przesadziłaś!
- Ale to była podróbka! - krzyknęła zdenerwowana dziewczyna.
- Jak to podróbka?
 - Po prostu. Pic na wodę.
- A po czym to poznałaś?
- Wszystkie pieczęcie były srebrne. Ta była gliniana. I wzór nie pasował. Był taki nierówny. Jakby ktoś się spieszył z wykonaniem jej.
- Ale mapa... - zaczął Rathgurth.
- Musiała być fałszywa, alebo ktoś nas wyprzedził...
Oboje usiedli zastanawiając się gdzie może być oryginalna pieczęć. Po paru godzinach intensywnego myślenia Alksanesa chodziła do góry nogami z nudów, a Rathgurth zdjął koszulkę i się nią wachlował. Dziewczyna (gorąc był tak nie do wytrzymania, toteż dziewczyna wyjątkowo zdjęła gorset) cały czas poprawiała koszulkę, która spadała jej na oczy.
- Nie musisz się tak zakrywać. Obiecuję, że nie będę podglądać.
Dziewczyna prychnęła By uniknąć dalszych komentarzy położyła się na plecach, obok Rathgurtha. Jej palcę pokryły się bąblami.
- Uroki bycia na Słońcu - uprzedziła pytanie mężczyzny.
Wojownik westchnął:
- Ustalmy pewne fakty. Dostaliśmy mapę od staruszki i poszliśmy szukać tych pieczęci. Co mogło pójść nie tak?
Przez chwilę oboję się nie odzywali, myśląc intensywnie. W końcu Rathgurth krzyknał:
- Już wiem!
- Niby co?
- Rozwiązałem zagadkę. Chodź, tutaj nie znajdziemy pieczęci.
- To gdzie?
- Za mną. - Rathgurth dosiadł konia i pojechał. Tuż za nim jechała Alaksanesa, próbując dogonić swego przyjaciela.
- Ale o co chodzi?
- Pamiętasz jak ta stara baba powiedziała, że da nam mapę za eliksir nieśmiertelności?
- Powiedzmy, że tak.
- Oszukiwała. Dała nam mapę, lecz trzecią pieczęć zabrała sobie. Wiedziała, że wtedy przyjdziemy do niej, a ona nas podle wykorzysta.
- Wiesz co? Korhan jest chore.
- Przynajmniej to nie miasto elfów.
Wampirzyca się zaśmiała:
- Z tym się zgodzę.
Resztę podróży przemilczeli.

 *    *    *

Po dniu intensywnego galopu dotarli do Korhan. Wpadli do "Wisielca na Jabłoni", lecz staruszki tam nie było. Gdy zapytali gdzie się znajduję, jeden z mężczyzn odpowiedział, że umarła.
- A to zołza.. - mruknęła zdenerwowana wampirzyca - gdy akurat odkryliśmy jej zamiar to umarła.
W porywie złości dziewczyna ugryzła w szyję mężczyznę. Rathgurth spojrzał na nią zszokowany. Gdy dziewczyna  wkońcu się odkleiła od szyi powiedziała niezbyt miło:
- W porywie złości jestem głodna. Możesz przestać tak się gapić? - gdy dziewczyna piła krew, wojownik spytał Tariny czy może wie gdzie jest dom staruszki. Elfka rozrysowała okolicę w której mieszkała kobieta. Rathgurth podziękował i wywlókł wampirzycę z gospody.

*    *    *

Okolica w której mieszkała za życia staruszka była jedną z tych ładniejszych. Białe domki, zadbane ogrody oraz rodziny z dziećmi wesoło się bawiące.
- Urgh.. Nie dobrze mi tu. - skrzywiła się dziewczyna - Za dużo radości. Za mało mordu.
- Myślisz, że ja czuję się swobodnie? Dzieci się mnie boją! - odpowiedział wojownik, wskazując na grupkę małych dziewczynek, które uciekły do domu.
- Hej ty, w pedalskim wdzianku. Tak, ty! No podchodź, nie ugryzę, już jadłam. - krzyknęła Alksanesa w stronę jakiegoś młodzieńca - Powiedz mi gdzie jest domek starszej pani.
- Dużo jest tutaj starszych pań.
- Chodzi mi o mroczną starszą panią. - powiedziała dość dobitnie. Młodzieniec w pedalskim wdzianku zrozumiał o kogo chodzi i zaprowadził  Rathgurtha i Alksanesę pod dom staruszki. Parcela niczym się różniła od innych domków z tym, że było tam pełno krasnali ogrodowych i kotów.
- Urocze. - powiedział sarkastycznie wojownik.
Wampirzyca w tym czasie zeszła z konia i udała się do domu. Gdy postawiła swoją stopę na ogródku krzyknęła i zaczęła trzymać się za głowę. Wojownik od razu zareagował i wyciągnął dziewczynę.
- Co się stało? - zapytał. Wampirzyca, która była strasznie słaba, oparła się o przyjaciela i powiedziała:
- Gdy tam weszłam strasznie rozbolała mnie głowa. Jakby czaszka była za mała.
- To pewnie pole siłowe. Tylko ludzie mogą się dostać do środka.
Oba ich spojrzenia powędrowały do gościa w pedalskim ubraniu. Alksanesa podeszła lekko kuleją ci powiedziała:
- Jak pójdziesz tam i przyniesiesz nam takie coś, to dostaniesz eliksir nieśmiertelności - powiedziała wskazując na Rathgurtha, który trzymał srebrne pieczęcie. Młodzieniec mruknął jakieś przekleństwo i ruszył do domu. Po czterdziestu pięciu minutach bezczynnego siedzenia Chłopak przyszedł trzymając srebrną pieczęć.
- Poprosze swój eliksir.
- Najpierw daj pieczęć - powiedział groźnie Rathgurth
- Chcę eliksir.
- Pieczęć, sukinsynie.
- Nie to nie... - powiedział sarkastycznie chłopak - oddam ją królowi elfów - gdy to powiedział teleportował się wraz z pieczęcią.
Oboje bohaterów siarczyście zaklęło. Następnie stali tak w miejscu każdy zły na siebie. W końcu Alksanesa się odezwała:
- Nie wiem jak ty, ale ja idę do ciebie, marzę o kąpieli.
- Czemu nie do siebie?
- Zalegam z czynszem od paru dni. Wolę tam nie iść.
Rathgurth się uśmiechnął.
- Moim dom jest twoim domem.
Razem odeszli do domu wojownika. W nim jeszcze długo dyskutowali o całej sytuacji i planie odzyskania pieczęci.

czwartek, 7 czerwca 2012

Rozdział III - Wielkie poszukiwania Cz.2


Gdy bohaterowie udawali się do Tandrem niebo było idealnie niebieskie, a Słońce grzało nie do wytrzymania. Alaksanesa jęknęła. Nie była uczulona na Słońce, jednak pomimo tego nie zbyt dobrze je znosiła. Rathgurth się uśmiechnął:
- Wolisz mroźne klimaty Asencji niż słoneczny Tandrem?
- Tandrem to zadupie. Na Asencji przynajmniej jest luksusowy kurort i można wypocząć - dziewczyna zamknęła oczy - Mmm...Masaż kamieniami... - Po chwili tego marzenia dziewczyna dostała kamieniem w plecy. Rathgurth się zaśmiał.
- Masz tu swój masaż! - krzyknął i przegonił dziewczynę. Alaksanesa oczywiście obraziła się na niego, więc przez resztę podróży jechali w milczeniu.
Gdy dotarli na miejsce ujrzeli jedną, wielką pustkę.
- Tak jakoś pusto... - powiedziała Alaksanesa.
- Nic z tego nie rozumiem. Wszystko skazuje na to, że pieczęć musi być tutaj. - odparł Rathgurth, przeglądając mapę. 
- Urgh.. - mruknęła wampirzyca i wyrwała mapę z ręki wojownika. Gdy w końcu ją przestudiowała wyrzuciła ją i powiedziała:
- Jest zepsuta. Albo przeterminowana.
Mężczyzna wywrócił oczami, gdy poszedł po nią zauważył, że na skrawku mapy lśniły małe, złote literki. Rathgurth szybko podniósł mapę i przeczytał na głos napis:
- "Matka Ziemia"
- Ile ta mapa ma jeszcze tych napisów? - burknęła Alaksanesa.
- Nie wymądrzaj się tylko myśl. Co ziemia ma wspólnego z pieczęcią?
- Nie wiem, może jest z gliny? Albo jest gdzieś zakopana... 
Rathgurth pstryknął palcami. Wziął saperkę i zaczął kopać.
- Ty naprawdę myślisz, że jest ona zakopana? - zaśmiała się dziewczyna.
- Nie gadaj tylko mi pomóż, albo cię zmuszę - warknął mężczyzna. Dziewczyną powoli zaczęła kopać. Po półtorej godziny mozolnego kopania zauważyli drewnianą skrzynię.
- A nie mówiłem? Teraz tylko wystarczy wziąć skrzynię i ta dam! - Rathgurth ucieszył się. Alaksanesa natomiast, zachowywała chłodny spokój. Gdy mężczyzna otworzył skrzynię znalazł tam ubrudzoną pieczęć. Alaksanesa sięgnęła po nią, lecz szybko odsunęła dłoń, gdyż pieczęć była srebrna. Gdy Rathgurth ją wziął, ziemia się poruszyła, a z niej wypadł żywiołak ziemi. Pieczęć powędrowała do niego i zadomowiła się w miejscu jego serca. 
- I w taki upał mam walczyć?! Dziękuje bardzo! - krzyknęła dziewczyna i usiadła na kamieniu. Kamień poruszył się i przeturlał dwa metry dalej, tak szybko, ze dziewczyna upadła zdezorientowana. Następnie, ten sam kamień zaczął lewitować i gdy był juz nad wampirzycą spadł. Dziewczyna jednak, zrozumiała o co chodzi i przebiegła dalej. 
Rathgurth zaś, oglądał to przedstawienie, dopóki żywiołak go nie zaatakował. Obrócił się szybko ku niemu i wyciągną miecz. Potwór był jednak na tyle szybki, że wojownik nie zdążył nawet się przygotować do walki i poczuł silne uderzenie poczym wylądował twardo na ziemi. Alksanesa w tym czasie wstała i przygotowała kuszę do strzału, po chwili rozległ się świst i złoty bełt poleciał w stronę żywiołaka lecz zamiast wbić się w potwora złamał się na jego ciele. Stwór powoli zmierzał do wampirzycy, która zaczęła strzelać w niego ognistymi pociskami lecz także one nie robiły mu żadnej szkody. Podczas gdy dziewczyna próbowała zranić żywiołaka Rathgurth rzucił na miecz zaklęcie elektryczności i wbił go w sam środek pleców potwora. Prąd aż iskrzył od napięcia lecz nie robił na stworze żadnego wrażenia. Wojownik wyciągną miecz i zaczął nim atakować lecz każdy cios odbijał się od ciała potwora, więc schował miecz i podbiegł do Alksanesy.
-I co teraz zrobimy, nic na niego nie działa !! – wykrzyknęła sfrustrowana dziewczyna
-Nie wiem ale może spróbowałabyś użyć magii mroku ?
-Wolałabym nie bo znowu popadnę w obłęd i będziesz musiał walczyć nie tylko z tym skurwielem ale także i ze mną.
-No niby tak, ale nic innego nam nie pozostaje…
-A twoja kosa, może ona dałaby radę w końcu też używa magii mroku, a tą w kosie nauczyłeś się kontrolować.
-To byłby dobry pomysł ale widzisz moja kosa działa jakby na baterie, którymi są ludzkie dusze a tych mi brakuje jeszcze z pół tuzina aby broń sprawnie działała.
W tym czasie usłyszeli ryk i gdy spojrzeli w stronę potwora ten cisną w nich ogromny kamień. Alksanesa zdążyła uciec ale Rathgurth potkną się i kamień wylądował na jego nodze łamiąc mu kości w nodze. Krzykną z bólu i próbował zsunąć kamień z nogi lecz był zbyt ciężki i sam nie dawał rady go zabrać. Wampirzyca widząc tą sytuacje próbowała odciągnąć żywiołaka od wojownika ale to nie było takie łatwe gdyż stwór wogule nie zwracał na nią uwagi.
-Użyj magii mroku !! – wykrzyczał mężczyzna widząc zbliżającego się potwora
-Spokojnie zaraz go zabiorę – powiedziała dziewczyna strzelając w żywiołaka kulami ognia
-No weś zaraz mnie zabije !!
W tym momencie Alksanesa wyjęła z torby małą, czarną książkę i zaczęła szeptać coś pod nosem i robić palcami dziwne gesty. Gdy żywiołak już szykował się do uderzenia w wojownika nagle staną w bezruchu poczym rozpadł się w kupkę żwiru, z której wyleciała jakby czarna mgiełka (dusza potwora) i została wchłonięta przez wampirzyce. Ta upadła na kolana próbując zapanować nad magią mroku lecz niezbyt się jej to udawało.
-Alksanesa posłuchaj mnie – powiedział spokojnym tonem Rathgurth starając się przemówić dziewczynie do rozsądku i jednocześnie zepchnąć kamień ze swojej nogi – wiem, że dasz radę to przezwyciężyć. Dasz radę oprzeć się tej magii, wierzę w to i wiem, że ty też w to wierzysz.
-Spru… Spróbuję – ledwie wypowiedziała wampirzyca starając się powstrzymać tę moc w sobie
-Nie próbuj tylko po prostu to zrób. Musi ci się udać bo sam nie poradzę sobie z powstrzymaniem wojny a co dopiero dostaniem się do jeźdźców. I nie dam rady sam żyć dalej bez nikogo z kim tak zajebiście mi się dogaduje i kto wytrzymuje ze mną w prawie każdej sytuacji. Więc kurwa weś się w garść i powstrzymaj tą moc abym nie musiał cię zabijać.
-Naprawdę jestem kimś takim ? – spytała cicho Alksanesa
-Tak naprawdę i uwierz mi ja nie mówię takich sentymentalnych słów dla pierwszych lepszych osób bo po prostu nie umiem tak mówić i aż mi się robi wtedy  niedobrze.
-Jesteś naprawdę jebniętym dziwakiem. – powiedziała dziewczyna z uśmiechem na twarzy wstając z ziemi – choć pomogę ci z tym głazem.
Wspólnymi siłami zepchnęli kamień poczym wampirzyca opatrzyła nogę wojownika i podała specjalny eliksir dzięki któremu noga mężczyzny zrosła się w kilka chwil. Zebrali swoje rzeczy, wsiedli na konie i pojechali dalej po trzecią pieczęć.
-Gdzie teraz zmierzamy ? – spytała Alksanesa
-Chyba do gaju Thurn.
-Na serio mówiłeś, że beze mnie taki silny i potężny wojownik jak ty nie dałby rady z jeźdźcami apokalipsy ? – lekko drwiąc spytała dziewczyna
-Jeszcze jedno słowo a przysięgam, że cię zabije – odpowiedział ponurym tonem Rathgurth
-Oj spokojnie tylko się z tobą droczę.
-Ale tak, niedałbym sobie rady  - wymamrotał cicho mężczyzna
-haha wiedziałam ! – wykrzyknęła wesoło wampirzyca
Wojownik rzucił tylko w jej stronę tylko ponure spojrzenie.
-Tak tak ja też cie nienawidze – powiedziała wesoło wampirzyca
Jeszcze raz spojrzeli na mapę i ruszyli w stronę gaju Thurn.

Ciąg dalszy nastąpi…

niedziela, 20 maja 2012

Rozdział III - Wielkie poszukiwania Cz. 1


Następnego dnia obudziły go krzyki i wystrzały dobiegające z zewnątrz. Ubrał się i chciał znaleźć swoją przyjaciółkę aby spytać się co się dzieje ale zamiast niej znalazł na stoliku kartkę z napisem:
„Spotkajmy się tam gdzie zwykle.
                                        Alksanesa”

Wyszedł z domu wampirzycy i bez zwlekania podążył w stronę karczmy. Gdy wszedł do środka zdziwił się, że jedynymi gośćmi są on, Alksanesa i jakaś staruszka siedząca w ciemnym kącie.
- No dobra to powiedz mi co się tu dzieje? – Spytał Rathgurth dosiadając się do stolika przy, którym siedziała jego przyjaciółka
- Sprawa jest ciężka… – westchnęła – Dzisiaj w nocy król ludzi wypowiedział wojnę królowi elfów bo uważa że to on jest winny morderstwa jego córki.
- Ja pierdole… - Z niedowierzaniem odpowiedział wojownik – I co teraz zrobimy?
- A żebym to ja wiedziała.
- Jest tylko jedna rzecz, którą możecie teraz zrobić – odezwał się chrypliwy głos z ciemnego kąta karczmy
- Ma pani coś na myśli? – Rathgurth spytał się starszej kobiety
- Tak, mam na myśli jeźdźców apokalipsy. Tylko oni byliby wstanie ożywić córkę króla ludzi i powstrzymać wojnę.
- Ale jak się do nich dostać? – spytała wampirzyca – Oni żyją w odległej krainie, która jest zamknięta dla zwykłych śmiertelników
- Można tam wejść zdobywając cztery pieczęcie apokalipsy. Przy ich użyciu będziecie mogli dostać się do jeźdźców i porozmawiać z nimi.
- A tak słyszałem o nich. – odpowiedział wojownik – Ale są one bardzo dobrze ukryte i bez specjalnej mapy nie damy rady ich odnaleźć.
- Mogę wam zdradzić położenie mapy – odpowiedziała staruszka – ale coś za coś.
- Czego pani chce w zamian? – spytała podejrzliwie Alksanesa
- Legenda mówi, że razem z mapą został ukryty eliksir nieśmiertelności. Jeśli obiecacie mi go przynieść to powiem wam gdzie ukryta jest mapa.
- Zgoda ! – wykrzyknęli bohaterowie jednocześnie
- Mapa leży w kaplicy Merk na szczycie góry Przeznaczenia. Sama góra leży jakieś dwa dni drogi na północ.
- Dziękujemy – wykrzyknęli wybiegając z karczmy w stronę głównej bramy miasta.
Dojedli konie i przez następne dwa dni bez żadnego postoju pędzi w stronę góry Przeznaczenia.

*   *   *

Po dojechaniu na miejsce zaczęli wspinaczkę do kaplicy Merk. Gdy dotarli do niej ku ich zdziwieniu kaplica nie była jakimś małym ołtarzykiem lecz ogromnym budynkiem. Gdy weszli do środka w sali głównej ujrzeli złotą skrzynię.
- To pewnie w niej jest mapa i eliksir – szepnęła Alksanesa
-  Pewnie i tak lecz jestem pewien, że dookoła jest pełno pułapek – odpowiedział wojownik
- To jak się tam dostaniemy ?
- Hmm… - pomyślał chwilę Rathgurth rozglądając się po całej Sali. Nagle dostrzegł na jednej ze ścian porozwieszane obok siebie chorągwie. – Możemy przejść po ty chorągwiach przeskakując z jednej na drugą.
- Ty chyba sobie żartujesz ! – wykrzyknęła Alksanesa, lecz niestety to była jedyna dobra droga.
Po chwili oboje, uwieszeni jak małpy przeskakiwali z jednej chorągwi na drugą. Po dotarciu do skrzyni otworzyli ją oboje i wyjęli jej zawartość. Już mieli się kierować do wyjścia kiedy z jednego z korytarzy dobiegł ryk jakiegoś potwora. Oboje wyjęli broń przygotowując się do walki, lecz mimo potwornego hałasu nie było nawet śladu żadnego zwierzęcia.
- Co to może być ? – spytała Alksanesa rozglądając się w poszukiwaniu stwora wydającego ryk.
- Nie wiem ale jeśli on nie ma zamiaru wyjść do nas to lepiej nie marnować czasu i ruszać na poszukiwanie pieczęci.
- Niech ci będzie. – odpowiedziała niechętnie wampirzyca bo czuła, że za chwile stanie się coś niedobrego.
O dziwo bez żadnych problemów wyszli z kaplicy i zeszli na sam dół góry. Powrotem weszli na konie a Rathgurth spojrzał na mapę aby widzieć gdzie mają teraz podążać.
- Celem naszej podróży jest teraz kanion Durm.
- Kanion Durm ?! – odpowiedziała z lekkim zdziwieniem Alksanesa – przecież tam nawet najwięksi wojownicy boją się zapuszczać.
- A niby czemu ? – spytał wojownik
- A niby temu, że żyją tam śmierciołaki. Te paskudne stworzenia biegają w grupach i atakują bezlitośnie wszystko co żyje.
- We dwójkę damy jakoś rade. – uśmiechną się Rathgurth – Ruszajmy już bo nie mamy wiele czasu.
- Niech ci będzie – odpowiedziała trochę niechętnie dziewczyna.
Wampirzyca nie lubiła tych stworzeń bo kiedyś miała z nimi do czynienia i wiedziała, że walka z nimi nie jest łatwa.

*  *  *

Gdy dojechali do kanionu przywiązali linę do kamienia i zrzucili ją na samo dno, po czym zeszli po niej na dół. Od razu wyciągnęli broń aby w razie potrzeby móc się szybko obronić.
- Gdzie jest ta pieczęć ? – zapytała Alksanesa
- Na mapie są jakieś napisy, które chyba dotyczą dokładnego położenia pieczęci ale ciężko jest mi je rozczytać.
- Pokaż mi ją może ja zdoła rozczytać te napisy. – powiedziała wampirzyca biorąc mapę w swoje ręce.
- I jak potrafisz coś z tego zrozumieć ?
- Tu jest napisane, że miejsce wskażą znaki na niebie
Oboje podnieśli głowy do góry lecz nie zauważyli nic innego jak czyste błękitne niebo.
- Gdzie niby te znaki mają być? – spytał zdenerwowany wojownik
- Może tu chodzi o gwiazdy w nocy. – odpowiedziała wampirzyca
- To w takim razie wracamy na górę i czekamy aż zapadnie zmrok – odparł Rathgurth kierując się w stronę zwisającej liny.
Gdy tylko ją chwycił aby się podciągnąć na górę usłyszał trzaski i po chwili kawał kamienia z przywiązaną do niego liną spadł obok niego na ziemię.
- Nie no kurwa zajebiście ! – wykrzyknęła zdenerwowana Alksanesa – I jak my teraz stąd wyjdziemy?
- Nie wiem ale póki co poczekajmy do nocy tutaj.
Po zmroku bohaterowie zaczęli się przyglądać gwiazdom aby znaleźć jakiś znak, który wskazałby im miejsce ukrycia pieczęci.
- Widzisz coś ? – spytała dziewczyna
- Nie, a ty?
- Ja też n… - wampirzyca urwała – Poczekaj, mam coś !
- Co tam zobaczyłaś?
- Gwiazdy się ruszają.
- Oszalałaś, gwiazdy nie mo… - przerwał wojownik widząc poruszające się obiekty na niebie – Jak to możliwe ?! – spytał z niedowierzaniem Rathgurth
- A żebym to ja wiedziała ale układają się w jakiś wzór.
- Czekaj. To jest wzór tego kanionu, a tamta najjaśniejsza gwiazda pokazuje punkt, w którym ukryto pieczęć.
Podeszli do miejsca, w którym ze ściany wystawał ledwie widoczny kawałek pieczęci. Wojownik wyją miecz i z całej siły uderzył w skałę odrywając kawałek, w którym była pieczęć. Alksanesa oczyściła ją i schowała do torby przy pasie.
- No dobra teraz musimy się stąd jakoś wydostać. – powiedziała dziewczyna
- Może wyjdziemy przez tamtą jaskinie – powiedział Rathgurth wskazując niewielką dziurę w ścianie, z której wydobywało się światło księżyca.
Weszli do środka, a wampirzyca użyła magii ognia aby rozświetlić bardziej pomieszczenie. Światło księżyca wydobywało się z drugiej sali w której były wyryte w skale prowizoryczne schodki. Tylko postawili krok w stronę wyjścia, dziura, którą weszli zawaliła się stertą głazów.
- To miejsce jest strasznie dziwne. – powiedział wojownik wyjmując miecz
- Czuję coś niedobrego czającego się w tej jaskini
Nagle z sufitu na ziemie zeskoczyło sześć śmierciołaków. Alksanesa strzeliła ogniem w ziemię aby oświetlić pomieszczenie ale mieć obie ręce wolne. Wyciągnęła kuszę i strzeliła nią prosto w jedno ze stworzeń. Reszta ze wściekłością rzuciła się na bohaterów. Rathgurth szybko rzucił zaklęcie elektryczności na swoją katanę i bez wahania zaczął odpierać ataki wrogów. Jeden stwór rzucił się na niego powalając wojownika na ziemię ale udało mu się szybko zabić wroga zwalając go z siebie i wbijając miecz prosto w serce. Dwóch śmierciołaków popędziło w stronę wampirzycy. Jednego z nich udało jej się na chwile sparaliżować zatrutymi strzałkami, a drugi chciał zranić ją pazurami lecz bardzo szybko zblokowała jego atak i jednym ruchem pozbawiła delikwenta głowy. Gdy tylko uporała się z jednym z nich poprzedni sparaliżowany doszedł do siebie i był gotowy do walki. Biegł w stronę wampirzycy gdy ta wciągnęła w jego stronę rękę, wypowiedziała parę słów i nagle bestia padła na ziemię zwijając się z bólu. Alksanesa dzięki umiejętności magii krwi tak manipulowała krwią przeciwnika, że ta odpłynęła mu od mózgu i serca zabijając go od środka. Ostatnie dwa potwory zaczęły podążać w stronę bohaterów.
- Połączmy siły ! – wykrzykną wojownik
- Dobra, to na trzy… raz… dwa… trzy! – wykrzyknęła wampirzyca.
Oboje w tym samym momęcie wystrzelili z rąk wielką kulę ognia, która połączyła się i z wielką mocą zdmuchnęła z powierzchni ziemi oba stwory.
- Ładnie nam to wyszło – uśmiechnęła się Alksanesa
- Zaiste ładnie ale nie ma czasu na pogaduchy musimy znaleźć jeszcze trzy pieczęcie.
Schodami wyszli na powierzchnie i spojrzeli na mapie aby poznać położenie drugiej pieczęci. Mapa na ich oczach zmieniła swą treść pokazując teraz pustkowie Tandred. Bohaterowie dosiedli koni i wyruszyli w stronę pustkowiwa.

sobota, 12 maja 2012

Parę słów na temat bohaterów.


Imię
Rathgurth (ścieżka śmierci)
Wygląd
250-cio letni ( wygląda na 20-25 lat) wysoki mężczyzna, dobrze zbudowany. Ma długie czarne włosy związane z  tyłu w kucyk. Na grzywce ma jeden kosmyk czerwonych włosów. Lekko blada karnacja. Czerwone oczy, które są efektem niecałkowitej przemiany w wampira wcześniej miał czarne oczy. Nosi na sobie czarną kurtkę z postawionym do góry kołnierzem a na jej brzegach znajduje się niebieski pasek. Ma czarne skórzane spodnie z dwoma kaburami przy pasie w ,których nosi specjalne mikstury. Na nogach ma ciemno szare zabrudzone kozaki. Na obu dłoniach nosi elfickie, magiczne, czarne, skórzane rękawice dzięki, którym może czarować nie niszcząc ich i zapobiegają oparzeniom od ognia. Na plecach nosi dwie katany. Na to wszystko ma założoną zniszczoną i zabrudzoną na dolnych krawędziach pelerynę samej Śmierci, którą zdobył po pokonaniu jej.
Charakter
Opanowany, nie ulega emocjom, zawsze walczy oraz zabija z zimną krwią i bez żadnych skrupułów. Jego charakter można porównać z przykładowym złym bohaterem tyle że nasz nie jest zły : P Nie lubi odpowiadać na głupie pytania, i ma dość czarny humor. Jedynie przy Alksanesie jest trochę bardziej otwarty. Jest wulgarny ale bez przesady. Jego słabością jest alkohol ale w szczególności broń zrobioną ze stopu złota i srebra.
Przeszłość
Urodził się w znanej rodzinie, w której od pokoleń każdy zajmował się tropieniem i zabijaniem potworów na zlecenie. Przez 100 lat uczył się fachu pod okiem swojego ojca. Po ostatecznym przygotowaniu dostał swoją pierwszą misje, która polegała na eskorcie pewnej rodziny szlacheckiej przez mroczny las pełen potworów. Przed tą misją dostał pierwszą broń, którą była magiczną katana przekazywana z pokolenia na pokolenie w ich rodzinie. Po 5 dniach powrócił do swego domu ale zastał go usłanym w trupy swojej rodziny. Jedyne co zabójca pozostawił po sobie to wymazany krwią swój podpis na ścianie. Przez kolejne miesiące bez wytchnienia Rathgurth poszukiwał swego wroga lecz nie mógł go w żaden sposób wytropić. W między czasie poznał jednego ze swoich najlepszych przyjaciół, który oddał mu swoją najsilniejszą broń gdy umierał po walce z lordem wampirów. W czasie tego starcia nasz bohater został zakażony wampiryzmem lecz zdołał go w porę zahamować na etapie czerwonych oczu i lekko bladej skóry. W końcu po środku
mrocznego lasu zabójca sam się ujawnił by walczyć z wojownikiem. Była to długa i męcząca walka, którą nasz bohater już wygrywał gdy nagle zabójca oszukał go i przywołał do walki Śmierć, a sam uciekł i znikną w gęstwinie. Po bardzo ciężkiej walce Rathgurth w końcu pokonał Śmierć i wchłoną jej ducha aby dzięki niemu zdobyć nową, większą moc. Po 150 latach samotnej medytacji nad opanowaniem Śmierci w sobie i jej mocy wyruszył w dalszą podróż w poszukiwaniu swego odwiecznego wroga. W ten sposób dotarł do miasta ludzi gdzie poznał Alksanese i zaprzyjaźnił się z nią.

Bronie, ekwipunek oraz umiejętności : 
Posiada dwie katany. Jedna z nich jest magiczną, elficką bronią, na którą można nałożyć dowolny czar np. magie ognia lub magie elektryczności. Rathgurth jest także w posiadaniu kosy Śmierci, którą jej odebrał po pokonaniu jej. Kosa ma unikalną magiczną właściwość dzięki, której wojownik może się na krótki czas zamienić w samą Śmierć. By to zrobić broń musi być wcześniej naładowana odpowiednią ilością żywych dusz.

Po pokonaniu Śmierci odebrał jej również pelerynę oraz konia. Dzięki pelerynie nikt niepożądany się do niego nie zbliża gdyż wydziela ona paraliżujący chłód. Koń, który nazywa się Umbra(łac. Cień) może zostać przyzwany oraz odesłany w każdej chwili. Druga katana, którą dostał od swego przyjaciela po jego śmierci ma trzy formy. Pierwsza forma to zwykły miecz, druga to katana, której klinga rozszerza się ku górze a z jej boków wystają kolce. Trzecia forma to kościany smok kontrolowany przez właściciela miecza. Rathgurth zna się też na magii. Czary oparte na żywiole ognia opanował niemal do perfekcji, natomiast magią elektryczności, może trochę słabiej, ale także włada dość sprawnie. Przy pasie ma dwie duże kabury na eliksiry oraz parę innych saszetek na różnorodne opatrunki. W jednej kaburze zawsze nosi przy sobie miksturę dzięki, której gdy Śmierć zacznie nad nim przejmować kontrolę pomoże mu ją uspokoić. W drugiej kaburze nosi różne wywary, w zależności od wymagającej tego sytuacji. Zna wiele przepisów na magiczne wywary dzięki czemu nawet w najdłuższych wyprawach potrafi szybko uleczyć rany swoje jak i jego przyjaciółki.

*   *   *

Imię:
 Alksanesa Londryn
Wiek: 
137 lat, jednak wygląda na 19.
Wygląd:
Alksanesa z budowy ciała przypomina chudą, kruchą dziewczynkę. Zawdzięcza to swojej przeraźliwie niskiej wadze, kościstości oraz wzrostowi. Dziewczyna ma bladą cerę,  która jest akcentowana szarym makijażem. Jej oczy mają migdałowy kształt i są w kolorze rubinowym. Włosy wampirzycy mają kolor kości słoniowej i sięgają jej do ramion. Co więcej, efekt wieloletniego tapirowania sprawił, że wyglądają jak delikatna mgiełka. Alaksanesa najczęściej jest ubrana w swój czarny prochowiec. Pod nim ma czarną bluzkę na krótkim rękawku, czarny gorset i (także czarne) rurki. Na biodrach spoczywa brązowy pasek w którym dziewczyna ma bandaże, zioła oraz różne mikstury. Jej ręce są okryte czarnymi rękawiczkami bez palców. Rękawiczki zostały wykonane z różnych tasiemek i kawałków ubrań. Alaksanesa była w posiadaniu także 3 tatuaży. Jeden widniał na biodrze i miał kształt węża, drugi został zrobiony na karku, a trzeci na dłoniach. W drugim i ostatnim przypadku są te elifickie słowa i runy, które trzymają w sobie magię.
Charakter:
Alksanesa jest dość wredną osobą. Odziedziczyła to po swoim ojcu, jednak większość cech nabyła spotykając się ze swoimi przygodami. Jedną z tych cech jest brak zaufania do ludzi, traktowania ich jako mięsną pożywkę. Jednak, gdy nawiąże się z nią bliższy kontakt można ją uznać za dość znośną. Gdy zostanie się jej przyjacielem zda się sobie zprawę, ze jest irytująca i dość dziecinna. Jednak pomimo tego można na nią liczyć, jest godna zaufania, a w razie potrzeby poda pomocną dłoń.

Przeszłość:
Alksanesa urodziła się w ludzkiej rodzinie. Matka umarła  wczasie porodu więc jej wychowaniem zajął się ojciec. Przez całe swe dzieciństwo dziewczyna była bita i molestowana. Gdy miała 19 lat dorosła i zabiła go. Od tamtej pory została naznaczona klątwą, która spoczywała na jej rodzinie – była wampirem. Wygnana przez dalszą rodzinę Alksanesa wędrowała po świecie. W tym czasie jej zdolności były coraz większe, a ona sama zamieniła się w doświadczonego łapacza potworów. Jednak pewnego dnia, gdy eksperymentowała z eliksirami wypiła miksturę, która miała uczynić ją silniejszą. W rzeczywistości zaczęła wchłaniać duszę osób, które zabiła. Od tamtej pory zaczęła uczyć się nekromancji. Gdy opanowała wystarczająco dużo zdolności zaczęła się po prostu wałęsać z miasta do miasta poszukując pracy, piwa i mężczyzn. Ten stan trwał do momentu gdy poznała Rathgurtha.

Zdolności:
Alksanesa nie posiada zbyt wiele broni. Woli się posługiwać magią. Włada ciemnością, ogniem, umysłem oraz krwią. Najciekawsza jest zdolność władania umysłem, ponieważ dzięki temu potrafi doprowadzić człowieka do obłędu lub wytworzyć iluzję, która sprawi nagły zawał serca. Jednak używa tego bardzo rzadko, ponieważ wymaga to silnej koncentracji i mnóstwa energii. Oprócz tego biegle posługuje się igłami oraz małymi nożykami, które są wprost idealne do ataku długodystansowego. Oprócz igieł i nożyków posiada dwie maczety, których używa dość często.


czwartek, 10 maja 2012

Rozdział II - Pechowa Kusza.

Następnego dnia Alaksanesa i Rathgurth wyruszyli do Ratusza, by odebrać swoją nagrodę. Mijając straże, udali się do biura, w którym urzędował burmistrz.
- Witam szanownego burmistrza, my po nagrodę. - Alaksanesa szarmancko sie ukłoniła i podeszła do biurka polityka. Rathgurth wolał postać z tyłu. W przeciwieństwie do dziewczyny nie miał "gadane" tak jak ona. Poza tym al była dobrą negocjatorką. Już po 10 minutach trzymał w ręku swoją dolę, a Alaksanesa flirtowała z jakimś młodym asystentem.
- Chodź, dziecko. Piwo samo się nie wypije.. - mruknął wojownik i zaczął ciągnąc wampirzycę za włosy, w stronę wyjścia.
- Au! Ile razy mam ci mówić, że moich włosów się nie dotyka?! - krzyknęła zdenerwowana Alaksanesa. Jej przyjaciel w odpowiedzi uśmiechnął się ironicznie i pogładził dość mocno włosy dziewczyny.
- Świnia.. - mruknęła i zaczęła poprawiać fryzurę.
- Coś mówiłaś? - w tym momencie mężczyzna popatrzył na nia groźnie. Lubił Alaksanesę, ale czasem była dość denerwująca. Wampirzyca się nie odezwała, jednak gdy jej przyjaciel się odwrócił pokazała mu język.
Gdy dotarli do ich ulubionej karczmy pod słodką nazwą "Wisielec na Jabłoni" Alaksanesa powiedziała:
- To tak... Wszystkie twoje kredyty na piwo pospłacałam więc wisisz mi 30 monet. Nie musisz wyciągać,odjęłam je w ratuszu.

- Kiedy?
- Kiedy ty patrzyłeś na tą recepcjonistkę.
- Miała nad wyraz kształtne pośladki!
- Taa... I nie tylko to. - mruknęła wampirzyca - Gadałam z Tariną i wytargowałam przecenę na 3 piwa. Jakby co to mów wszystko dla tej elfki.
- A ty gdzie się udajesz?
- Jak to gdzie? Wreszcie mam trochę kasy to muszę pokupować tam i tu.
Rathgurth zaśmiał się.
- A więc idź, idź tylko uważaj, żebyś nie przepłaciła.Dziewczyna uśmiechnęła się i teatralnie wywróciła oczami. Następnie pożegnała się i poszła w przeciwną stronę.

*   *   *

 Następnego dnia dziewczyna zapukała do drzwi swego przyjaciela. Mężczyzna otworzył je  dopiero po paru minutach. Z jego wyglądu Alaksanesa wywnioskowała, ze duchem jest jeszcze w karczmie. Był bledszy niż zwykle, a czerwone oczy spoglądały spod głębokich podków. Drzwi do sypialni były otwarte, więc dziewczyna spostrzegła roznegliżowaną sekretarkę, która spała w najlepsze (tak to ta sama sekretarka z Ratusza).
- Rathgurth! - krzyknęła z wyrzutem - jak mogłeś?! Jesteś obrzydliwy.
- I to mówi mi dziewczyna, która zaliczyła prawie całą armię królewską. - mruknął w odwecie.
- To było dawno i nieprawda! - wrzasnęła oburzona. Następnie weszła do mieszkania wojownika i zadomowiła w jego kuchni.
- Przecież wampiry bez zaproszenia nie mogą wejść. - poszedł za nią i zaczął się droczyć z dziewczyną, by ją trochę rozweselić.
- To taka sama prawda jak to, że nie zabiłeś Śmierci. - mruknęła urażona dziewczyna. Rathgurth westchnął. On tutaj przełamuje swoje zasady i próbuje być miłym, a ona tak mu odpłaca. Teraz on był urażony. W końcu Alaksanesa się odezwała:
- Przyszłam ci pokazać to. - gdy to powiedziała wyciągnęła czarną kuszę oraz kołczan złotych strzał.- Kupiłam to, ponieważ nie miałam jeszcze broni długodystansowej, a przyniosłam byś mi trochę o niej powiedział.
Rathgurth znał się dość dobrze na broni, a przynajmniej lepiej niż Alaksanesa, która wybierała najczęściej po wyglądzie i fałszywych radach rzemieślnika, który robi wszystko byle sprzedać.
- Hm...Mechanizm jest skonstruowany tak, że strzała leci idealnie w danym kierunku, a do tego z niewiarygodną szybkością. Ma wbudowany celownik z lupą, dzięki czemu możesz obrać za cel elfickiego wojownika, nie wychodząc spoza Ludzkiej Granicy - By lepiej wytłumaczyć wampirzycy cały mechanizm naciągnął strzałę.
- A co ten dynks robi? - Alaksanesa dotknęła palcem na spust. Spust był jednak bardzo czujny i sprawił, że strzała wbiła się w ramię wojownika.
- Jasny chuj! - krzyknęła zdenerwowana Alaksanesa - Wybacz mi, proszę. To było niechcący.
- Zabije cię później. Teraz bądź tak miła i mi pomóż! - syknął wkurzony mężczyzna.
Cała a sytuacja wyglądała śmiesznie. Mężczyzna zaciskał zęby i próbował wyjąć sobie strzałę, wampirzyca latała z kąta w kąt szukając bandaży i innym rzeczy, a na dodatek w sypiali leżała naga kobieta. W końcu Rathgurth wyjął sobie strzałę, a wampirzyca ogarnęła się. W każdym razie tak, ze nie latała jak oparzona. Teraz miała kolejny kłopot, a mianowicie z rany jej przyjaciela dość sowicie spływała krew. Alaksanesa wzięła głęboki oddech, jednak jej ciało domagało się krwi. Dopiero Rathgurth przemówił jej do rozsądku:
- Tylko spróbuj, a pożałujesz!
Dziewczyna westchnęła tęsknie:
- Wybacz, ale t wygląda tak, tak..pięknie.
- Pojebało cię?
- Nigdy nie zrozumiesz - dziewczyna pociągnęła nosem i zaczęła opatrywać ranę przyjaciela. Gdy skonczyła powiedziała:
- Widzisz? Nie było tak źle.
Wojownik nie skomentował. Obserwował jak jego przyjaciółka związuje bandaż. Następnie powiedział:
- Chodźmy do lasu. Tam zranisz jedynie zwierzę.
- Nie boisz się, że cię zranię w drugą rękę?
- Na wszelki wypadek biorę bandaż. - Oboje się uśmiechnęli. W tym samym czasie kobieta, która spała na łóżku doprowadziła się do porządku i cichaczem wyszła.

*   *   *

 Gdy dotarli do lasu weszli na małą polankę i zaczęli strzelać z kuszy. Na początku to oczywiście Rathgurth zaczął. Jednak, po paru strzałach Alaksanesa ubłagała mężczyznę i pozwolił jej strzelić.
- Tylko uważaj  żebyś znowu kogoś nie zraniła. - zaśmiał się.Jednak na wszelki wypadek pomógł dziewczynie ustawić kuszę i przytrzymać.
- A ten przycisk uruchamia strzałę, jasne?
- Rathgurth! Nie jestem dzieckiem, więc nie traktuj mnie tak!
- Fakt, nie jesteś, lecz czasem się zachowujesz jakbyś była.
- Choć raz daj mi święty spokój! Jestem jaka jestem! - W tym momencie Alaksanesa upuściła kuszę, a strzała, która w niej była została wypuszczona i odleciała w niewiadomym kierunku. Po chwili cisze lasu rozdarł głośny krzyk. Oboje w tym samym czasie pobiegli do źródła wydawanego krzyku.Gdy dotarli spostrzegli księżniczkę, która w miała wbitą strzałę w środek klatki piersiowej. Rathgurth zaśmiał się złowieszczo i zaczął bić brawo.
- Zajebiście. Po prostu zajebiście. To jest twój najlepszy numer. Nic tylko się śmiać.
Alaksanesa w tym momencie wyglądała jakby miała się rozpłakać. Przełknęła jednak wielką grudę nienawiści i powiedziała:
- Gdybyś był moim PRZYJACIELEM pomógłbyś mi, ba nawet byś wziął połowę winy na siebie.
Rathgurth podszedł do zdruzgotanej dziewczyny.
- Oj już, dobrze, dobrze. Tak tylko się droczyłem. Pomóc ci? Władasz ciemnością. Może byś z tym coś zrobiła?
Alaksanesa podeszła do ciała. Następnie na swoją dłoń posypała trupi jad oraz trujący bluszcz. Całość wymieszała i posypała na ranę. W całym procesie szeptała słowa, które dość trudno było zrozumieć, ponieważ były wypowiadane dość szybko. Po chwili księżniczka wstała. Nie była jednak tą samą osobą. Była zombie.
- Mówiąc ożywić mam na myśli "zmartwychwstanie". A więc: Alaksaneso, czy mogłabyś ożywić tą księżniczkę? - mruknął wojownik, który rozłożył się na kłodzie i oglądał wysiłki dziewczyny.
- Idź i zabij mi jakiegoś królika! - krzyknęła zdenerwowana dziewczyna.
- Ale po co?
- Bo jest mi potrzebny! - dziewczyna już nie wyglądała tak jak przedtem. Jej oczy jarzyły się czerwienią, a włosy stały się płowe i rozczochrane. Zawsze taka była, gdy uszczknęła choć trochę swej ciemnej mocy. Rathgurth wiedział, że wtedy lepiej nie zadzierać z dziewczyną, ponieważ moze być nieprzewidywalna. Po chwili wrócił, trzymając swoja zdobycz za uszy.
- Masz - Rathgurth rzucił królika dla Alaksanesy. Ta przyłożyła swoje usta do pyszczka królika, a następnie do ust kobiety.
- Nie wiedziałem, ze lubisz dziewczyny... - mruknął lekko rozbawiony.
- Wpuszczam duszę królika do księżniczki. - mruknęła dziewczyna. Po chwili znowu wypowiedziała parę słów. Po paru minutach kobieta otworzyła oczy i zachowywała się normalnie, jednak było to normalne jak na królika. Alaksanesa upadła na ziemie.
- Mamy przesrane.
- Nie, jeżeli wszystko zwalimy na elfy.
- Ale ich sytuacja polityczna i tak jest napięta. To mogło by wywołać wojnę!
- Zaraz strażnicy wywołają nam wojnę, ponieważ nadchodzą!
Rathgurth pomógł schować się Alaksanesie, zaś sam ukrył się pod  peleryną Śmierci, która daje także niewidzialność. Następnie odprowadził dziewczynę do domu i siedział tam tak długo aż nie zasnął.

poniedziałek, 7 maja 2012

Rozdział I - Domek na drzewie

Ciemne chmury spowiły Korhan, bowiem w karczmie "Wisielec na jabłoni" spotkali się dwaj mocarni bohaterowie. Ich spotkanie mocno wpłynęło na historię, ponieważ ten duet rozpętał wojnę między elfami, ludźmi oraz 4 jeźdźcami apokalipsy.

Zdarzyło się to w roku urodzajów. Wielu rolników świętowało to, pijąc bursztynowe piwo elfki Tariny. Jeszcze inni z zapartym tchem wsłuchiwali się w opowieść pewnej wampirzycy. Dziewczyna wyglądała na około 19 lat. Miała kremowe włosy z delikatnymi, niebieskimi pasemkami. Włosy wyglądały jak delikatna mgiełka. Miała na sobie stare znoszone ubrania w kolorze czerni, ale najbardziej rzucał się w oczy jej czarny prochowiec. Z wielkim przejęciem opowiadała jak stoczyła bój z hydrą. Gdy skończyła, napiła się piwa, z dodatkiem krwi, i zaczęła wdawać się w kłótnię z pewnym palladynem. O mało co, by nie doszło do rękoczynów, gdyby gdyby nie nowy przybysz. Gdy wszedł wszystko zamilkło. Przybysz podszedł do Tariny i zamówił piwo. Następnie podszedł do wampirzycy:
- Al, uspokój się. Ten pallady nie jest tego wart. - dziewczyna posłała zawistne spojrzenie dla swego przeciwnika i pobiegła za swym przyjacielem.
- Ten szczur uważa, że nie pokonałam hydry! - krzyknęła, próbując dotrzeć do stolika, w którym zadomowił się mężczyzna. Karczma starała się ignorować go więc zachowywała się jak nigdy.
Gdy przyjaciel Al usłyszał o hydrze, spojrzał na dziwnie na wampirzycę i powiedział:
- A zabiłaś?
- Rathgurth! - krzyknęła wściekła dziewczyna. Usiadła naprzeciwko niego i skrzyżowała ręce na piersi - Obrażam się.
- Zaraz przestaniesz jak ci powiem nowinę - mruknął Rathgurth. Alaksanesa udawała, że tego nie słyszała. Zdradził ja tylko dzióbek, który zawsze robi gdy jest ciekawa, lub intensywnie nad czymś myśli. By to zamaskować napiła się z kufla przyjaciela. Rathgurth kontynuował:
- Burmistrz Korhan prosi byśmy rozprawili się z pobliską wilkołaczą watahą, która terroryzuje pobliskie wioski.
Al o mało co by nie wypluła piwa.
- Co ty gadasz?! Może jeszcze powiesz, że nam zapłaci?!
- A i owszem.  1000 sztuk złota na głowę - Rathgurth delektował się podnieceniem Alaksanesy.
- 1000 sztuk złota? Można by za to kupić 1000 piw! Albo całkiem dobry prochowiec ze skóry smoka.. - Dziewczyna zaczęła wyliczać wszystkie możliwe opcje do kupienia - Wreszcie będziemy żyli jak prawdziwa szlachta!
- A nie jesteśmy nią? - uśmiechnął się mężczyzna. Wampirzyca się zaśmiała.

Resztę wieczoru spędzili pijąc różne trunki i żywiołowo konwersując. Gdy zapadła głęboka noc odprowadzili się wzajemnie do domów i omówili strategie dot. zaatakowania wilkołaczej watahy.

*   *   *

Następnego dnia spotkali się przed bramą wjazdową do miasta i udali się do pobliskiego lasu o nazwie Duirtaur gdzie swe schronienie miała wataha wilkołaków. Był to wielki dom zawieszony wysoko w koronach drzew. Bohaterowie wspięli się na sam szczyt i z stamtąd mieli wejść do nory wilkołaków.
- Dobra, robimy tak jak się umawialiśmy – Powiedział wojownik
- Tak jest, wchodzimy przez okno w dachu, niezauważeni prześlizgujemy się do pokoju ich przywódcy, zabijamy go i wysadzamy              całą resztę domu w perzynę, tak?
- Dokładnie – odpowiedział z lekkim uśmiechem na twarzy.
Podeszli do okna a Alaksanesa podważyła je nożem. Gdy weszli do środka ku ich zdziwieniu okazało się że dom jest całkowicie pusty. Zeszli na podłogę i powoli przeszukiwali każde z pomieszczeń lecz nigdzie nie znaleźli ani żywej duszy.
- Czemu tu nikogo nie ma?! – Wykrzyknęła ze złością wampirzyca.
- Sam chciałbym to wiedzieć – Odparł ponuro Rathgurth – coś tu jest nie tak ale nie mogę wyczuć co to takiego.
Nagle za oknem usłyszeli trzask jakby ktoś uderzył o siebie dwa kamienie i nagle zauważyli jak przez okno wślizguje się płomień który znajdował się na loncie.
- To pułapka ! – Wykrzyknęli oboje i z wielkim pędem wyskoczyli przez okno na zewnątrz lądując dość twardo na ziemi.
Po chwili ładunek wybuchowy umieszczony w domu eksplodował i cały dom rozniosło po okolicy.
- Ech… mało brakowało – Z trudem wydusiła Alaksanesa
- Owszem mało brakowało. – Powiedział przywódca watahy wilkołaków stojący tuż za nimi – ale teraz nie będziemy się tak cackać. Brać ich !!
Na rozkaz sześć wilkołaków rzuciło się w stronę bohaterów. Wampirzyca szybko i energicznie uderzyła otwartymi dłońmi w ziemie i nagle przed nimi wyrosła ściana zrobiona z jej kości.
- Spróbuj ich przez chwilę powstrzymać a ja odciągnę paru i rozprawie się z nimi. – powiedział Rathgurth
Po tych słowach wojownik pobiegł w las a za nim podążyły trzy wilkołaki. Gdy dobiegli na pobliską polanę wojownikowi udało się sparaliżować jednego z nich zaklęciem elektryczności, następnie dobył swego miecza, położył na nim rękę wyszeptał parę słów w starym języku elfów i po chwili broń stanęła w płomieniach. Drugi z wilkołaków rzucił się na niego, a ten bez wahania, jednym szybkim ruchem wbił swój miecz prosto w serce swego przeciwnika. Bestia padła na ziemię bez życia. Kolejny wilkołak widząc śmierć swego pobratymca wpadł w wielką furię i także rzucił się na Rathgurtha. Udało mu się parę razy uderzyć wojownika i zadać kilka dość poważnych ran, po czym wybił mu z ręki jego miecz i odrzucił wojownika w tył jednym potężnym uderzeniem. Rathgurth z trudem podniósł się po tym uderzeniu i przywołał do siebie kosę Śmierci.
- No dawaj, choć do mnie – powiedział spokojnym, opanowanym tonem – moja kosa z chęcią posili się świeżą duszą.
- Nie boję się ciebie i tych twoich marnych sztuczek oraz tych metalowych zabawek – odburkną wilkołak i popędził w stronę Rathgurtha.
Wojownik stał niewzruszony w postawie bojowej podczas gdy bestia pędziła w jego stronę. Gdy do niego dobiegła zgrabnie unikną jej ciosu i wbił kosę w sam czubek głowy wilkołaka. Stwór zawył z bólu, Rathgurth wyją kosę i szybko oraz bez trudu skrócił bestie o głowę jakby przecinał masło. Gdy tylko wielkie cielsko opadło na ziemie z jego wnętrza wydobyła się mała, podłużna, zielona dusza, która powędrowała wprost do kosy i znikła wchłonięta przez nią. Trzeci potwór już stał na nogach i był gotowy do walki, bohater wbił kosę w ziemie i staną w pozycji bojowej z cofniętymi obiema rękoma do boku tak, że jedna dłoń była ułożona do góry, a druga, która była nad nią, do dołu. Wilkołak wydał z siebie potworny ryk i z wściekłością pędził w stronę wojownika, który stał naprzeciw niego niewzruszony, pomiędzy dłońmi zaczęła mu się tworzyć mały płomień, który ciągle narastał. Gdy bestia była już prawie na wyciągnięcie ręki, Rathgurth szybkim i energicznym ruchem wyprostował obie ręce przed siebie, a z dłoni buchną wielki słup ognia, który przepalił wilkołaka na wylot. Wyprostował się i bez najmniejszych emocji na twarzy wyciągną kosę z ziemi, która po chwili rozpłynęła się w powietrzu, potem podszedł po swój miecz, który nadal był cały w płomieniach. Zdjął z niego zaklęcie i wsuną go powrotem do pochwy.
- Do chuja z taką robotą. – rzekł ostatni raz patrząc na pole bitwy, po czym szybkim krokiem podążył z powrotem do swej towarzyszki by pomóc jej w walce.

W czasie gdy Rathgurth walczył z wilkołakami na polanie, Alksanesa także się nie obijała. Gdy tylko wojownik znikną jej z pola widzenia usunęła ze swojej drogi kostną tarcze i ze wściekłością w oczach zaatakowała swoich przeciwników. Jeden z wilkołaków bardzo dobrze unikał jej ciosów i po chwili chwycił ją i rzucił o pobliskie drzewo. Nie był to mocny rzut więc wampirzyca szybko wstała i wskoczyła na drzewo skąd miała idealne miejsce do rzutu swoimi nożami. Jedna z bestii popędziła w jej stronę ale nie zdążyła nawet dobiec do drzewa i już leżała martwa na ziemi z sześcioma nożami wbitymi w brzuch. Kolejne dwa wilkołaki także wskoczyły na drzewo i razem zrzuciły Alksanese na ziemie. Gdy tylko jeden z nich wylądował za nią użyła wobec niego swojej najsilniejszej broni czyli magii krwi, dzięki czemu w okamgnieniu kierowała stworem jak marionetką atakując trzeciego wilkołaka. Tak zawzięcie napastowała trzecią bestie, że nie miała ona innego wyboru jak zabić swego pobratymca. Ostatni potwór wpadł w taki szał, że nie patrząc nawet gdzie biegnie, szarżował przed siebie wymachując pazurami. Wielokrotnie zranił wampirzyce lecz w końcu udało się jej go zblokować i zadać ostateczny cios wbijając mu swoją maczetę prosto w serce. Ledwie zdążyła schować broń do pochwy gdy poczuła bardzo silne uderzenie w plecy i poleciała parę metrów do przodu.
- Myślisz że jesteś taka silna używając nas jak marionetek byśmy zabijali swoich pobratymców ?! – Krzykną przywódca wilkołaków nie przestawiając uderzać oraz ranić pazurami Alksanesy – A może spróbujesz zmierzyć się z kimś silniejszym, z kimś kogo nie omamisz swoimi sztuczkami ?!
Po wypowiedzeniu ostatniego słowa uderzył ją tak mocna, że padła bez sił na ziemie. Wilkołak staną nad nią, chwycił jej głowę aby zadać decydujący cios gdy nagle w powietrzu rozległ się przeraźliwy ryk smoka.
- A może to ty staniesz do walki z kimś silniejszym od siebie – Rzekł Rathgurth stojąc za wielkim kościanym smokiem, którego wywołał z drugiej katany.
- Myślisz że ten zwierzaczek może mi coś zrobić ?! – odwarkną przywódca wilkołaków puszczając głowę wampirzycy.
- Myślę, że to ty jebany zwierzaczku nie zrobisz nawet kroku – odpowiedział wojownik
Zanim wilkołak zdążył się ruszyć Rathgurth wypowiedział parę słów w starożytnym smoczym języku, a smok rzucił się w stronę bestii uderzając ją parę razy skrzydłem oraz pazurami, aż końcu pochwycił go lecz nie rozszarpał potwora a czekał na rozkaz swego pana.
- I co my teraz z tobą zrobimy cwaniaczku, hmmm… ? – Powiedział wojownik – Alksanesa może ty masz jakieś propozycje co można zrobić z tym cieniasem?
- Rozszarp pojeba na strzępy ! – warknęła z trudem wampirzyca
- Masz pecha – Powiedział Rathgurth z lekkim uśmiechem na ustach.
Znowu powiedział coś w smoczym języku, a smok bez zwlekania rozszarpał wilkołaka na pół. Po tym wojownik kazał smokowi wracać do miecza i schował katanę do pochwy na plecach gdzie nosił obie bronie.
- Nic ci nie jest Al. ? – zapytał pomagając wampirzycy wstać
- Mam parę zadrapań ale ogólnie nic mi nie jest – odpowiedziała

Gdy wrócili do miasta Rathgurth odprowadził Alksanese do jej domu po czym zachodząc jeszcze do karczmy i wypijając dwa kufle zimnego piwa sam powrócił do swojego domu.

sobota, 5 maja 2012

Prolog.

To nie był zbyt dobry dzień dla Alaskanesy. Miała zabić rodzinę golemów, która od paru dni plądrowała domy rolników. Okazało się jednak, że ta "rodzina", to skupisko 3 tuzinów golemów. Biedna, nie miała szans. Co więcej, jej zleceniodawca, gdy o tym się dowiedział wyrzucił na zbity pysk i nie dał ani grosza. Alaksanesa w takich sytuacjach zawsze piła. Poszła więc do pierwszej, lepszej karczmy, która uroczą nazwą kusiła rolników i okropne potwory, takie jak ona.
- Witamy w karczmie "Wisielec na Jabłoni"! Jestem Tarina i sprawie, że po moim piwie odechce ci się płakać!  - zawołała radośnie barmanka na widok nowego klienta. Tarina była elfką. Prawdopodobnie wyemigrowała na Ludzką Granicę, by znaleźć lepszą pracę.  Jak każda elfka, była bardzo ładna. Miała oliwkową cerę, a jej ciemne włosy były kokieteryjnie spięte by wyeksponować długą szyję i przesadnie wielki biust. Alaksanesa westchnęła. Sama nie była zbyt urodziwa. Miała 137 lat, ale jak każdy wampir była nieśmiertelna, dlatego wyglądała na 19. Przesadnie blada cera współgrała z kremowymi włosami, który przypominały delikatną mgiełkę. Jak zawsze ubrana była w czarne znoszone ubrania i skórzany prochowiec.
- Poproszę piwo. Mocne. - ostatnie słowo mocno zaakcentowała i posłała groźne spojrzenie. Elfka wcale się nie przestraszyła. Podała trunek i zajęła się innym klientem. Alaksanesa usadowiła się w kącie i zaczęła obserwować karczmę. Nagle poczuła, ze musi udać się do pobliskiego szaletu. Gdy  wróciła, zauważyła, że jej miejsce zostało zajęte przez pewnego mężczyznę. Wyglądał na około 30 lat. Miał długie, czarne włosy upięte w kucyk. Pasmo włosów przy skórze miało odcień czerwieni. Skóra była lekko blada, a oczy czerwone. Mężczyzna przyodziany był w czarną kurtkę i niebieskim paskiem na jej krawędziach. Prócz płaszcza mężczyzna, miał na sobie poszarpany płaszcz śmierci. Dzięki temu nikt niepożądany go nie zaczepiał. Pod peleryna wystawały mu dwie katany. Mężczyzna pił właśnie piwo Alaksanesy. Dziewczyna podeszła do niego i z kamienną mina powiedziała:
- Siedzisz na moim miejscu. - mężczyzna spojrzał na nią i odsunął się trochę - Pijesz także moje piwo. - Wampirzyca miała ochotę rozszarpać przybysza. Powstrzymała się jednak. Cierpkim wzrokiem patrzyła jak mężczyzna zamawia kolejne piwo i podarowuje je dziewczynie. Alaskanesa usiadła w bezpiecznej odległości od mężczyzny i powoli popijała trunek.
- Jestem Rathgurth - mruknął przybysz.
- Alaksanesa. - uśmiechnęła się cierpko dziewczyna - Jesteś wojownikiem?
- Można tak powiedzieć. - Rathgurth pociągnął łyk piwa - Jednak ja wolę mówić na to "gość od czarnej roboty",
- Co masz na myśli, mówiąc to?
- Zabijam różne stworzenia, które zawadzają.
Wampirzyca o mało się nie zakrztusiła.
- Wiesz... Powiedzmy, że mam podobna robotę.
Rathgurth uśmiechnął się.
- Wampir, który zabija swoich pobratyńców. Śmieszna jesteś.
- Po czym poznajesz, że jestem wampirem? - Alaksanesa zmarszczyła brwi.
- Każdy wampir to skurwiel.
Alaksanesa rzuciła się w stronę Rathgurtha przyszpiliła go do ściany i syknęła:
- Uważaj co mówisz, Rath. Bo "niechcący" możesz stracić ręke.
- Wiesz przecież, że jestem od ciebie silniejszy. Nie kompromituj się. - powiedział pobłażliwie wojownik.
- A więc dawaj. - Wampirzyca odsunęła się od mężczyzny - Zbij mnie. Jeśli umiesz.
- Nie będe walczył z dzieckiem. - mruknął Rathgurth  i zaczął sączyć piwo.
- A więc najwyraźniej będziesz musiał. - wampirzyca syknęła mu do ucha i paznokciem zrobiła dość dużą kreskę na policzku. W tym momencie Rathgurth rzucił się w stronę Alaksanesy. Przez parę sekund rozgrywała się dosć dobra walka, jednak po chwili wojownik przyszpilił wampirzycę do ściany i trzymał jedna ręką - Jak juz wspominałem. Nie walczę z dziećmi.
W odwecie Alaksanesa kopnęła wojownika w brzuch, a następnie korzystając  z chwili zaskoczenia, w przyrodzenie.
- Dziecko pokonało dorosłego. Cóż za ironia. - powiedziała dziecinnie i odeszła. Po paru minutach wojownik zaczął gonić dziewczynę. Tym razem zaczął mocniej atakować. Dziewczyna postawiła na swoją najmocniejszą moc - magię krwi. W oka mgnieniu Rathgurth został przyszpilony do ziemi i nie mógł wstać.Jednak nie tylko on miał tajną broń. Mężczyzna wyszeptał parę niezrozumiałych słów i nagle obok niego pojawiła się kosa samej Śmierci. Bez wahania rozdarł nią czar i rzucił się w furii na Alaksanesę. Chętnie by ja rozszarpał, gdyby nie pojawiła się straż. Dopiero wtedy zauważył, ze wokół nich zrobiła się dość spore kółko gapiów.
- No dobrze. Co się tutaj dzieje?! - wykrzyknął największy strażnik.
- Ten pan napadł mnie bez powodu! - krzyknęła Alaksanesa - Ja tylko spokojnie piłam piwo w "Wisielcu na Jabłoni", a ten padalec najpierw mnie wyzwał, a potem brutalnie pobił! - Nie była to całkowita prawda, lecz strażnik dał się szybko nabrać niczym dziecko na sztuczkę iluzjonisty.
- A więc daje wam ultimatum. Albo spokojnie się rozejdziecie, albo będziecie zmuszeni odbyć 72 godzinny prac społecznych za zakłócanie porządku. No to jak będzie?
Rathgurth westchnął. Nie był zbyt lubiany wśród straży porządkowej. Alaksanesa także nie przepadała za nimi. Podali sobie ręce i wybełkotali "Przepraszam". Następnie weszli do karczmy "Wisielec na Jabłoni" zachowując odpowiedni dystans. Lecz i tak po godzinie razem śmiali się pijani z jakiegoś suchego żartu rolnika. Zapowiadała się przyjaźń na całe życie.

*   *   *

Translate