Następnego dnia obudziły go krzyki i wystrzały dobiegające z
zewnątrz. Ubrał się i chciał znaleźć swoją przyjaciółkę aby spytać się co się
dzieje ale zamiast niej znalazł na stoliku kartkę z napisem:
„Spotkajmy się tam gdzie zwykle.
Alksanesa”
Wyszedł z domu wampirzycy i bez zwlekania podążył w stronę
karczmy. Gdy wszedł do środka zdziwił się, że jedynymi gośćmi są on, Alksanesa
i jakaś staruszka siedząca w ciemnym kącie.
- No dobra to powiedz mi co się tu dzieje? – Spytał
Rathgurth dosiadając się do stolika przy, którym siedziała jego przyjaciółka
- Sprawa jest ciężka… – westchnęła – Dzisiaj w nocy król
ludzi wypowiedział wojnę królowi elfów bo uważa że to on jest winny morderstwa
jego córki.
- Ja pierdole… - Z niedowierzaniem odpowiedział wojownik – I
co teraz zrobimy?
- A żebym to ja wiedziała.
- Jest tylko jedna rzecz, którą możecie teraz zrobić –
odezwał się chrypliwy głos z ciemnego kąta karczmy
- Ma pani coś na myśli? – Rathgurth spytał się starszej
kobiety
- Tak, mam na myśli jeźdźców apokalipsy. Tylko oni byliby
wstanie ożywić córkę króla ludzi i powstrzymać wojnę.
- Ale jak się do nich dostać? – spytała wampirzyca – Oni
żyją w odległej krainie, która jest zamknięta dla zwykłych śmiertelników
- Można tam wejść zdobywając cztery pieczęcie apokalipsy.
Przy ich użyciu będziecie mogli dostać się do jeźdźców i porozmawiać z nimi.
- A tak słyszałem o nich. – odpowiedział wojownik – Ale są
one bardzo dobrze ukryte i bez specjalnej mapy nie damy rady ich odnaleźć.
- Mogę wam zdradzić położenie mapy – odpowiedziała staruszka
– ale coś za coś.
- Czego pani chce w zamian? – spytała podejrzliwie Alksanesa
- Legenda mówi, że razem z mapą został ukryty eliksir
nieśmiertelności. Jeśli obiecacie mi go przynieść to powiem wam gdzie ukryta
jest mapa.
- Zgoda ! – wykrzyknęli bohaterowie jednocześnie
- Mapa leży w kaplicy Merk na szczycie góry Przeznaczenia.
Sama góra leży jakieś dwa dni drogi na północ.
- Dziękujemy – wykrzyknęli wybiegając z karczmy w stronę
głównej bramy miasta.
Dojedli konie i przez następne dwa dni bez żadnego postoju
pędzi w stronę góry Przeznaczenia.
* * *
Po dojechaniu na miejsce zaczęli wspinaczkę do kaplicy Merk.
Gdy dotarli do niej ku ich zdziwieniu kaplica nie była jakimś małym ołtarzykiem
lecz ogromnym budynkiem. Gdy weszli do środka w sali głównej ujrzeli złotą
skrzynię.
- To pewnie w niej jest mapa i eliksir – szepnęła Alksanesa
- Pewnie i tak lecz
jestem pewien, że dookoła jest pełno pułapek – odpowiedział wojownik
- To jak się tam dostaniemy ?
- Hmm… - pomyślał chwilę Rathgurth rozglądając się po całej
Sali. Nagle dostrzegł na jednej ze ścian porozwieszane obok siebie chorągwie. –
Możemy przejść po ty chorągwiach przeskakując z jednej na drugą.
- Ty chyba sobie żartujesz ! – wykrzyknęła Alksanesa, lecz
niestety to była jedyna dobra droga.
Po chwili oboje, uwieszeni jak małpy przeskakiwali z jednej
chorągwi na drugą. Po dotarciu do skrzyni otworzyli ją oboje i wyjęli jej
zawartość. Już mieli się kierować do wyjścia kiedy z jednego z korytarzy dobiegł
ryk jakiegoś potwora. Oboje wyjęli broń przygotowując się do walki, lecz mimo
potwornego hałasu nie było nawet śladu żadnego zwierzęcia.
- Co to może być ? – spytała Alksanesa rozglądając się w
poszukiwaniu stwora wydającego ryk.
- Nie wiem ale jeśli on nie ma zamiaru wyjść do nas to
lepiej nie marnować czasu i ruszać na poszukiwanie pieczęci.
- Niech ci będzie. – odpowiedziała niechętnie wampirzyca bo
czuła, że za chwile stanie się coś niedobrego.
O dziwo bez żadnych problemów wyszli z kaplicy i zeszli na
sam dół góry. Powrotem weszli na konie a Rathgurth spojrzał na mapę aby widzieć
gdzie mają teraz podążać.
- Celem naszej podróży jest teraz kanion Durm.
- Kanion Durm ?! – odpowiedziała z lekkim zdziwieniem
Alksanesa – przecież tam nawet najwięksi wojownicy boją się zapuszczać.
- A niby czemu ? – spytał wojownik
- A niby temu, że żyją tam śmierciołaki. Te paskudne
stworzenia biegają w grupach i atakują bezlitośnie wszystko co żyje.
- We dwójkę damy jakoś rade. – uśmiechną się Rathgurth –
Ruszajmy już bo nie mamy wiele czasu.
- Niech ci będzie – odpowiedziała trochę niechętnie
dziewczyna.
Wampirzyca nie lubiła tych stworzeń bo kiedyś miała z nimi
do czynienia i wiedziała, że walka z nimi nie jest łatwa.
* * *
Gdy dojechali do kanionu przywiązali linę do kamienia i
zrzucili ją na samo dno, po czym zeszli po niej na dół. Od razu wyciągnęli broń
aby w razie potrzeby móc się szybko obronić.
- Gdzie jest ta pieczęć ? – zapytała Alksanesa
- Na mapie są jakieś napisy, które chyba dotyczą dokładnego
położenia pieczęci ale ciężko jest mi je rozczytać.
- Pokaż mi ją może ja zdoła rozczytać te napisy. –
powiedziała wampirzyca biorąc mapę w swoje ręce.
- I jak potrafisz coś z tego zrozumieć ?
- Tu jest napisane, że miejsce wskażą znaki na niebie
Oboje podnieśli głowy do góry lecz nie zauważyli nic innego
jak czyste błękitne niebo.
- Gdzie niby te znaki mają być? – spytał zdenerwowany
wojownik
- Może tu chodzi o gwiazdy w nocy. – odpowiedziała
wampirzyca
- To w takim razie wracamy na górę i czekamy aż zapadnie
zmrok – odparł Rathgurth kierując się w stronę zwisającej liny.
Gdy tylko ją chwycił aby się podciągnąć na górę usłyszał
trzaski i po chwili kawał kamienia z przywiązaną do niego liną spadł obok niego
na ziemię.
- Nie no kurwa zajebiście ! – wykrzyknęła zdenerwowana
Alksanesa – I jak my teraz stąd wyjdziemy?
- Nie wiem ale póki co poczekajmy do nocy tutaj.
Po zmroku bohaterowie zaczęli się przyglądać gwiazdom aby
znaleźć jakiś znak, który wskazałby im miejsce ukrycia pieczęci.
- Widzisz coś ? – spytała dziewczyna
- Nie, a ty?
- Ja też n… - wampirzyca urwała – Poczekaj, mam coś !
- Co tam zobaczyłaś?
- Gwiazdy się ruszają.
- Oszalałaś, gwiazdy nie mo… - przerwał wojownik widząc
poruszające się obiekty na niebie – Jak to możliwe ?! – spytał z
niedowierzaniem Rathgurth
- A żebym to ja wiedziała ale układają się w jakiś wzór.
- Czekaj. To jest wzór tego kanionu, a tamta najjaśniejsza
gwiazda pokazuje punkt, w którym ukryto pieczęć.
Podeszli do miejsca, w którym ze ściany wystawał ledwie
widoczny kawałek pieczęci. Wojownik wyją miecz i z całej siły uderzył w skałę
odrywając kawałek, w którym była pieczęć. Alksanesa oczyściła ją i schowała do
torby przy pasie.
- No dobra teraz musimy się stąd jakoś wydostać. –
powiedziała dziewczyna
- Może wyjdziemy przez tamtą jaskinie – powiedział Rathgurth
wskazując niewielką dziurę w ścianie, z której wydobywało się światło księżyca.
Weszli do środka, a wampirzyca użyła magii ognia aby
rozświetlić bardziej pomieszczenie. Światło księżyca wydobywało się z drugiej
sali w której były wyryte w skale prowizoryczne schodki. Tylko postawili krok w
stronę wyjścia, dziura, którą weszli zawaliła się stertą głazów.
- To miejsce jest strasznie dziwne. – powiedział wojownik
wyjmując miecz
- Czuję coś niedobrego czającego się w tej jaskini
Nagle z sufitu na ziemie zeskoczyło sześć śmierciołaków.
Alksanesa strzeliła ogniem w ziemię aby oświetlić pomieszczenie ale mieć obie
ręce wolne. Wyciągnęła kuszę i strzeliła nią prosto w jedno ze stworzeń. Reszta
ze wściekłością rzuciła się na bohaterów. Rathgurth szybko rzucił zaklęcie
elektryczności na swoją katanę i bez wahania zaczął odpierać ataki wrogów.
Jeden stwór rzucił się na niego powalając wojownika na ziemię ale udało mu się
szybko zabić wroga zwalając go z siebie i wbijając miecz prosto w serce. Dwóch
śmierciołaków popędziło w stronę wampirzycy. Jednego z nich udało jej się na
chwile sparaliżować zatrutymi strzałkami, a drugi chciał zranić ją pazurami
lecz bardzo szybko zblokowała jego atak i jednym ruchem pozbawiła delikwenta
głowy. Gdy tylko uporała się z jednym z nich poprzedni sparaliżowany doszedł do
siebie i był gotowy do walki. Biegł w stronę wampirzycy gdy ta wciągnęła w jego
stronę rękę, wypowiedziała parę słów i nagle bestia padła na ziemię zwijając się
z bólu. Alksanesa dzięki umiejętności magii krwi tak manipulowała krwią
przeciwnika, że ta odpłynęła mu od mózgu i serca zabijając go od środka.
Ostatnie dwa potwory zaczęły podążać w stronę bohaterów.
- Połączmy siły ! – wykrzykną wojownik
- Dobra, to na trzy… raz… dwa… trzy! – wykrzyknęła
wampirzyca.
Oboje w tym samym momęcie wystrzelili z rąk wielką kulę
ognia, która połączyła się i z wielką mocą zdmuchnęła z powierzchni ziemi oba
stwory.
- Ładnie nam to wyszło – uśmiechnęła się Alksanesa
- Zaiste ładnie ale nie ma czasu na pogaduchy musimy znaleźć
jeszcze trzy pieczęcie.
Schodami wyszli na powierzchnie i spojrzeli na mapie aby
poznać położenie drugiej pieczęci. Mapa na ich oczach zmieniła swą treść
pokazując teraz pustkowie Tandred. Bohaterowie dosiedli koni i wyruszyli w
stronę pustkowiwa.